Mam dosyć pisania wierszy przynajmniej na jakiś czas. Muszę z nich zrezygnować dla mojego dobra. Niestety, ale nie o tym mam zamiar dzisiaj napisać. Sprawa tyczy się ukochanej UE.
W październiku zeszłego roku w Toruniu otworzono nowy budynek - Collegium Humanisticum (swoją drogą takie słowo w łacinie nawet nie istnieje). Tam przeniesiono mój wydział i tam codziennie mam zajęcia. Wrażenia? Cóż, przez pewien czas czułem się jakbym przebywał w centrum handlowym - dużo szkła, przestronne wnętrze i zapach nowości... Poza tym ciągłe awarie sprzętu, problemy z otworzeniem drzwi od sali lub zapaleniem w nim światła, krzątający się wszędzie robotnicy i sprzątaczki (które pracują od rana, zamiast popołudniami, gdy studentów jest mniej).
Nowy budynek ma swoje wady i zalety, ale to nie ich dotyczy moja rozprawa. Nowy wydział w 2/3 sfinansowała UE, co dumnie komunikuje wielka tablica stojąca przed wejściem. Mało tego, wkrótce cały budynek zaczęto obklejać stosownym oznakowaniem. Ławki w salach, komputery i monitory, szafki na kable i drzwi od sal dydaktycznych. Kible pewnie zrobiono za polskie pieniądze bo, ku mojemu zaskoczeniu, tam nie ma nalepek.
Nie wystarczy tablica przed wejściem. Żeby do każdego studenta dotarło, że uczy się w budynku wzniesionym za pieniądze wspólnoty, każde ze stu krzeseł w audytorium, oklejono tymi małymi, prostokątnymi nalepkami.
Rozmawiając z moim przyjacielem o tym szaleństwie, przypadkowo dostrzegłem jego największy przejaw. Przed wejściem, obok wcześniej wspomnianej tablicy, umieszczono metalowe stoliki i ławki, a obok nich postawiono wielkie donice, zrobione z kamienia przywodzącego na myśl stare nagrobki. Przed wydziałem stoi takich kilka (może z 10), na każdej umieszczono nalepkę ("Sfinansowano ze środków...").
Nie wytrzymałem. Za każdym razem, gdy przechodzę tamtędy, idąc na zajęcia, patrzę na te drobne, prostokątne kawałki papieru i klnę pod nosem, że ta przerośnięta biurokracja ma niesamowitą potrzebę regulowania każdego aspektu naszego życia.
Dziś na zajęciach przeglądałem ciekawą rzecz. Gruby, niebieski segregator wypchany papierami. (Oczywiście opatrzony odpowiednią nalepką) Strona tytułowa nie pozostawiała wątpliwości, cały ten stos dotyczył dofinansowania studiów podyplomowych, a konkretnie zajęć z języka obcego dla specjalizacji nauczycielskiej w zakresie geografii. Warto zaznaczyć, że wszystkie te papiery były kopiami ksero oryginalnych dokumentów. Absurd? Nie. Absurdem jest to, że takich wypchanych segregatorów jest ponad 15 sztuk i wszystkie dotyczą podobnych zagadnień. Wolę nie zgadywać ile ton papieru rocznie schodzi na tego typu dokumentację, ale muszą to być astronomiczne liczby.
Jaki z tego wniosek?
Unia pragnie zalać nas wszystkich papierkami. Rozpycha biurokracje do granic możliwości i wnika w każdy aspekt naszego życia. Nie neguję wspólnoty, jednoczenie się ma sens, ale trwonienie środków i ingerencja w wewnętrzne sprawy obywateli, nie mieści się w moim sposobie postrzegania świata. Przykro mi.
Do tego wszystkiego, gdzieś na marginesie, dochodzi mała sensacja, którą ktoś nam dziś zafundował. Chodzi o to "magiczne" przesłanie, wypisane przez domniemanych kosmitów, gdzieś na polu w hrabstwie Hampshire.
"Strzeżcie się dawców fałszywych podarunków i ich złamanych obietnic. Dużo bólu, ale wciąż czas. Istnieje tam dobro. Sprzeciwiamy się oszustwom. Zamknięcie kanału."
Oczywiście można to różnie interpretować. Ale na myśl przychodzą mi tylko dotacje płynące szerokim strumieniem z Brukseli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.