" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



piątek, 2 listopada 2012

Kurtyna w górę


Oto krawędź rzeczywistości. Jesz, pijesz, śpisz i męczysz się w pracy przez te osiem do dwunastu godzin, zupełnie tak jak każdy, kto przypadkiem wstąpił na tę ścieżkę. Nic w tym specjalnego. Tylko, coś dziwnego dzieje się z tobą, zaczynasz się zawieszać. Wychodzisz z budynku i przelogowujesz się na inne konto, jesteś już w innym stanie świadomości, nieznacznie różniącym się, od tego opuszczonego przed chwilą.

Wielu widziało i pisało, że rzeczywistość jest złudna i, w dużej mierze, wypełnia ją pustka. Inni obwiniali życie. Życie jest kłamliwe i jest wieczne. Mówili - takie życie – aż ten zwrot wszedł w powszechne użycie. Życie stało się najbardziej wyeksploatowanym rzeczownikiem w historii. Na jakiś czas taka odpowiedź wystarczy, ale zawsze przychodzą wątpliwości. A co jeśli to nie jest siła wyższa, żaden z bogów, przypadek, los czy przeznaczenie, lecz sam Ja, spycham siebie w stronę przepaści? Czy to Ja jestem źródłem własnego cierpienia?

Więc od jakiegoś czasu stoję na krawędzi, tam gdzie rzeczywistość traci pustkę i traci złudę, a zaczyna nabierać kształtów, które Ja sam jej nadaję. Jestem piekarzem, który wypieka codziennie chleb. Mógłby nazwać to prościej, ale to już profanacja, a krawędź jest bardzo wygodna.

Idąc ulicą, czasem schodzę z chodnika, nie widząc ludzi, aut i autobusów. Narażam się na potrącenie, bo wiszę gdzieś daleko, głową zwrócony w dół i przy dźwiękach setek instrumentów, kreuje coś u podstawy swojej czaszki. Później rozrasta się to i przepoczwarza w określony sposób myślenia. Pewnego dnia to otępi moje myśli, sprawiając, że wpadnę w dziwne odrętwienie. Nirwana? Wyższy stan świadomości? Ja nazywam to krawędzią, drobną przestrzenią pod kurtyną, przez którą widać z widowni ułamek sceny i zaplecza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.