Nadzieja zwykła zabijać mnie przynajmniej raz w roku, zawsze wtedy, gdy odmawiasz mi tęsknoty, a ciało przecież łaknie jej tak bardzo. Mówię Ci, że ginę w tej pustce, w głowie przestrzelonej strzałą, bynajmniej nie amora, lecz kogoś może Tobie mniej znanego, który zwykł kryć się w mym cieniu i wykorzystywać wszystkie sytuacje podawane mu przez los. Taki z niego spryciarz!
Siedzę naprzeciwko Ciebie i płacze do lirycznego wnętrza, choć jest to fikcją z powodu istnienia jedynie zewnętrznej poświaty, którą ludzie uznają za moje prawdziwe oblicze i nazywają je rożnie. Od Filipa przez Korneliusza do skrajnego Hektora, stoimy w rzędzie pod osłoną cienia i szydzimy z siebie nawzajem. A Ty się przyglądasz przymykając jedno ze swych zielonych oczu i wątpisz w każdą z tych żałosnych cząstek mnie. Nigdy siebie nie widziałem. To takie przygnębiające, nie sądzisz? Nie odpowiadasz mi. Ciężko jest mi znieść fakt, że postanowiłaś mnie ignorować. Może chcesz w ten sposób wywrzeć na mnie presje, albo czekasz na ten właściwy moment, który zapewne nastąpi dopiero, gdy wyjdę.
Milczymy. Jakieś przerażające ciepło pulsuje pod moja skórą jakby wyrzuty sumienia, których dobrze nie rozumiem, albo nie dopuszczam do siebie z obawy przed prawdą. Milczymy, słuchając radia gdzie jakaś dobra dusza wie czym skutecznie stymulować nasze zmysły.
"Adekwatne jest bardziej: Na łóżku twym nie będę spał". Pomyśle, a piosenka zdąży się zmienić. Znów Nosowska, a zaraz po niej Grabaż i jego "Wirtualni chłopcy".
To śmieszne, wręcz absurdalne, że mówią za nas artyści, że ryczą z głośników to co nam ciśnie się na język, aż robi się purpurowy z niemożności plątania się po zakamarkach ust.
Nie mówimy: "Żegnaj, koniec, cześć. Bo po co?"
Nie umiem się z Tobą pożegnać, wyjść z tego impasu z takim samym pędem jak zbiegam po schodach w Twoim bloku. Bloku z szarego betonu wypełnionego po brzegi nadziejami ulotnymi jak gaz płynący w tej 30-letniej instalacji. Zawsze jestem szczery, tylko sam siebie oszukuje. Taki ze mnie "zły skurwiel" nie wart nawet 1/8 części prawy. Może to mnie wyróżnia, albo ciągnie raz w dół, a raz w górę, jak na karuzeli, mimowolna zabawa przyprawiająca o zawroty głowy. I depresje.
Stanę między garażami i zapale papierosa. Pewnie będę wyglądał równie abstrakcyjnie jak moje myśli zanikające stopniowo, zapadające się do wewnątrz, a wszystko to na tle starych bloków i kilku obłoków z których padał kiedyś deszcz. Staję się płytki jak kałuża w której gaszę papierosa. Miał ukoić myśli, a wywołał tylko wyrzuty sumienia, przecież nienawidzę nikotyny, tak jak zimy, autobusów i pustych przystanków. Pełnych zresztą też.
Już, już miałam wyłączać komputer, ale nie mogę się oderwać od Twoich postów. Bo są takie życiowe i trochę się z nimi interpretuję. Tak więc nie pozostaje mi nic innego, jak zostać Twoją kolejną obserwatorką :)
OdpowiedzUsuńBardzo twórczo ostatnio...
OdpowiedzUsuńRe: Maja
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie ;)
Re: dante
wiesz sesja, trza coś robić bo nie chce mi się uczyć :P
Oj już nie bądź taki skromny! :)
OdpowiedzUsuńWiesz, zauważyłam, że coraz trudniej mi przychodzi ten internetowy 'ekshibizjonizm', mam na myśli zamieszczanie własnych zdjęć, jak widzisz zazwyczaj ograniczam się do ubrań/dodatków. może w końcu się przełamię.