Nie będę tutaj wymieniał ilu rzeczy nie umiem, ani ile rzeczy straciłem w swym życiu przez bezsensowne i nieskoordynowane próby wpojenia mi jakiejś wiedzy.Kiedyś napisałem: Może nie umiem nic z chemii, ale znam substancje nie z tej ziemi. To hasło stało się hitem w moim LO, choć na krótko bo szybko odkryliśmy, że można się nawalić przed wuefem i grać kompletnie pijanym w nożną. I też było fajnie.
Nie pamiętam jak wyglądały drobne, ale przecież tak bardzo ważne dla mnie, szczegóły wyglądu osób zdawałoby się dla mnie bliskich, których nie powinienem zapomnieć. Nie pamiętam dokładnie żadnej z historii, które zostały mi przekazane przez te osoby.
Dlaczego? Bo ważniejsze w tym czasie były historie opowiadane w szkole. Krzyżacy, dzieci z jakieś małej wioski na B, czy o tym psie co wpadł pod pociąg. Super, piękne historie, miło wspominam te lektury bo działały na wyobraźnie, która i tak była dostatecznie potężna by bez większych trudności dotrwać do dziś. Nigdy nie potrzebowałem książek, nie nudziłem się bo moja głowa zawsze znalazła dla mnie zajęcie. Wyobraźcie sobie 5 latka który leży na kanapie i myśli. Widok tak niezwykły, że ojciec zrobił mi zdjęcie.
Ogólnie rzecz ujmując ludzie uważają, że ładnie się rozpisuje na łamach wirtualnych kart Worda. Cóż, nauczyłem się pisać w wieku lat 7 i to z ciężkim bólem i ogromną ilością łez, matczynego potu i babcinego zdrowia. Do dziś pamiętam jak wielką przeprawą było dla mnie opanowanie pisowni i znaczenia słowa „tylko”. Chyba jakiś instynkt mówił mi, że obok „L” nie może stać „K”, albo ten wyraz wydawał się obcy? Nie potrafię sobie przypomnieć dokładnie swych myśli sprzed 13 lat.
Z mówieniem też było ciężko – do 3 roku życia nie odzywałem się jakoś przesadnie, rodzice już się martwili czy nie mam jakiejś wady, ale pewnego dnia zaskoczyłem matkę, gdy przemówiłem do niej pięknym, podwójnie złożonym zdaniem. Nie wiem co to mogło być, może było to pytanie zadane jako reakcja na matczyne: „Będę za dwie minutki”. Coś w stylu „Ale mamo ile to dokładnie jest te dwie minutki?”
Nie wiem, tylko to mi przychodzi do głowy gdy wspominam tą zacierającą się przeszłość. Tracę z nią kontakt tak samo jak każdy z was. Pytanie dlaczego? Zapewne przez narastającą przyszłość i teraźniejszość. Zbyt wiele spraw obecnych zaprząta nam świadomość. Właśnie. Świadomość. To bardzo ważne by tutaj wyraźnie rozgraniczyć dwie zasadnicze odmiany pamięci jaką ja widzę, nie są to jakieś podziały według długości trwania wspomnienia w głowie, ale właśnie na miejsce jego umiejscowienia. Wspomnienie świadome przetrwa dopóki nie zatrzemy go jakimiś innymi danymi, a pamięć podświadoma? Na nią nie mamy bezpośredniego wpływu (również warto się zastanowić czy mamy jakikolwiek wpływ, ale to na marginesie), nie mamy do niej szerokiego dostępu, czasem pojawia się w formie snów, rzadziej wizji czy projekcji na jawie. Niekiedy poczujemy jakiś zapach czy smak i to one otworzą nam jakieś małe połączenie z tą pamięcią. Ale bądźmy szczerzy, każdy z nas chciałby przeżyć to samo co przytrafiło się Housowi pod koniec szóstego sezonu.
Dziś mam wenę, więc tekst się rozlazł jak diabli. A miałem spożytkować siły na książce. No już trudno.
Sory za mniejszą czcionkę - musiałem zadbać o ergonomię ;]
w sumie szkoda że nie pamiętamy tylu rzeczy... ja bardzo szybko zapominam =(
OdpowiedzUsuńMoje najstarsze wspomnienie to stancja, na której mieszkałam z rodzicami i siostrą, kiedy tato budował nam dom. Miałam coś około 2 lata... Obraz, który na zawsze zostanie w mojej głowie, to białe drzwi przytrzaskujące moje palce. Nie muszę chyba pisać, że to było traumatyczne przeżycie. I to chyba jakieś takie fatum, bo potem co jakiś czas notorycznie przytrzaskiwali mi palce, chociaż w głównej mierze to zasługa siostry była... xD
OdpowiedzUsuńW każdym razie, chciałam też rzec, że moja przeszłość zaczyna się zacierać, jednak jak na razie pamiętam dosyć sporo, a przynajmniej te momenty, które były dla mnie ważne w jakiś sposób.
A co do nauki pisania, to mnie ciężko było pojąć, że jest też coś takiego jak "ń", które pisze się jako "ni".
I w sumie nie wiem co przytrafiło się House'owi. Oglądam jak się trafi w zasadzie...