" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



sobota, 22 października 2011

Drobiazgi

Kompletnie nie mam pojęcia co do czasu akcji, mogę tylko orientacyjnie stwierdzić, że jest noc, względnie, bardzo wczesny ranek. Leżymy obok siebie nadzy. W tej jednej chwili przyszła mi do głowy myśl, że taki drobiazg, jak jej spokojny, równy oddech, wywołuje u mnie poczucie stabilizacji. To zabawne bo kilka godzin temu, gdy ułożyła głowę na mojej piersi, spróbowała naśladować mój oddech. Wydało mi się to dziwne, a teraz sam próbuje wpasować się w odgłosy jej snu.

Pociąg relacji Gdynia - Poznań. Wsiadam w Gdańsku, uprzednio żegnając się z Nią namiętnie. W ostatnim wagonie, znajduje prawie pusty przedział. Towarzystwo mężczyzny o wieku zbliżonym do mojego ojca oraz młodego małżeństwa, wydaje mi się idealne. Siadam, wyciągam Lapidarium IV Kapuścińskiego i zanurzam się w świecie drobiazgów.
Po jakimś czasie, mężczyzna odzywa się do mnie, widząc zapewne moją reakcje na wyżej wspomnianą lekturę.
 - Nie lubię Kapuścińskiego.
 - Dlaczego? - Pytam lekko zaskoczony. Już na pierwszy rzut oka mogłem stwierdzić, że mam do czynienia z człowiekiem wykształconym.
 - Bo zawsze pisał o tym, o czym aktualnie myślałem, przez co wydawało mi się, że nie potrafię sam niczego oryginalnego wymyślić.
 - Ciekawe. - Zamyśliłem się na chwilkę. Zdałem sobie sprawę, że miewam podobnie. - Mi też się to zdarza, ale to raczej dowód wielkości pisarza. Skoro umie wyrazić słowami zdanie tak wielu ludzi.

Wchodzę do przedziału w zwykłym, regionalnym pociągu i rozglądam się. Najpierw swój wzrok kieruje na ludzi, jak zawsze, jadę z całą galerią gwiazd. Kilku chłopaków w dresach, z piwem w dłoniach, głośno komentują wyniki meczów pierwszej ligi. Obok mnie, matka z dzieckiem, jechała tym samym pociągiem w zeszłym tygodniu, więc czuje się lepiej widząc znajomą twarz. Siadam sam i ściągam kurtkę. Później zwracam swoje oczy za okno, które wysysa z wnętrza całe światło, jak czarna dziura o kształcie prostokąta. Zniechęcony widokiem, wracam do środka i wieszam spojrzenie na losowo wybranym fragmencie ściany.
Nagle uderza mnie coś, co dotarło do mnie z pewnym opóźnieniem, podobnie jak pociąg, którym jadę dotrze spóźniony na stacje docelową. Otóż dobija mnie fakt, że na ścianie, w miejscu, w którym normalnie powinienem zastać hamulec bezpieczeństwa, jest tylko czarna plama, zapewne po kleju i mały metalowy bolec wystający ledwie kilka centymetrów ponad linie sklejkowej ściany.
Poczułem się dziwnie, wyobrażając sobie ten straszny moment, w którym przyszłoby mi użyć ów uchwytu w celu awaryjnego zatrzymania składu i natychmiast przyszło mi do głowy jak bardzo przeraziłbym się, gdyby ten uchwyt pozostał w moich dłoniach, a pociąg nadal toczyłby się ku swej niechybnej zgubie.

 - Mam parę wątpliwości i pytań, ale na tle ogółu jestem raczej strachem na wróble...
 - Strachem na wróble? Skąd to porównanie?
 - Inni wystawiają mnie przed szereg bym odstraszał natrętów, czy raczej bym odpowiadał na pytania, które ich przerażają. A mają się czego bać. Pomyśl i popatrz na ten bunt młodych ludzi, którzy pełni wiary poszli na studia, sądząc, że to wystarczy by znaleźć pracę, że nie trzeba być zaradnym i ruchliwym, elastycznym. My nadal jesteśmy leniwi, nic nam się nie chce. Nie znosimy kochać i być kochani, nie chcemy zostawić po sobie niczego wartościowego, bo nawet brakuje nam czasu by skończyć książkę, którą kiedyś tam zaczęliśmy. A dlaczego brakuje? Dlaczego w ogóle używam liczby mnogiej? Zobacz, tego wszystkiego się boją, zupełnie jak skazującego wyroku sądu, przedwczesnej śmierci czy braku akceptacji społecznej dla ich poczynań.
 - A ty jesteś strachem na wróble...
 - Tak... To mnie te wszystkie wróble dziobią.

Albo ta dziewczyna z pomysłem na życie. Chce zostać dziennikarką, ma taki plan od dłuższego czasu. W wolnych chwilach próbuje opisać wszystkie sprawy, które ją nurtują, przeważnie jednak kończy się na kilkuset słowach, przypominających krótką notatkę na temat "co mnie denerwuje w moim życiu".
Przykład.
Denerwuje mnie moje miasto, w którym nigdy nic ciekawego się nie dzieje, nie ma opcji rozrywki dla takich ludzi jak ja, nie ma szans na jakiś kulturalny rozwój, brak jest jakiejkolwiek inicjatywy, którą mogłabym poprzeć.
Analiza przykładu, czy też raczej jego przekład.
Denerwuje mnie moje otoczenie, ciągle spotykam tych samych ludzi, nie mam ochoty chodzić w te same miejsca ponieważ właśnie weszłam w wiek odkrywcy. Chcę poznać świat, ale jestem zbyt leniwa by cokolwiek robić, a moje wcześniejsze plany nie uwzględniły moich przyszłych potrzeb. (Więc po co w ogóle planować cokolwiek?) Brakuje mi rozrywki, czekam, aż wszystko samo się wydarzy...
Inny przykład.
Wkurzają mnie ludzie, którzy próbują mi coś wmówić, którzy uważają się za lepszych, bo udało im się w życiu więcej. Nie każdy jest tacy jak wy!
Analiza przykładu, czyli co autorka miała na myśli.
Nie mogę znieść faktu, że ktoś się ze mną nie zgadza, że ma inne poglądy niż ja, że mówi w taki sposób, że muszę się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Lubię dominować nad kimś dzięki swej wiedzy, ale jeśli ktoś wydaje się mądrzejszy niż ja, jest zwykłym przemądrzalcem! Chce być mądrzejsza niż wy!

Moje pokolenie mnie przeraża.

Nawet najgłupsza myśl może być tą najpiękniejszą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.