" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Tym chata bogata, co ukradnie tata...

W polu wyszukiwarki
szukam śladów zrozumienia...


Poniedziałek. Wieczór. Jestem zawalony pracą, ale robię sobie krótką przerwę i zakradam się do internetu. Czytam, oglądam, przewijam, czasem się śmieję, innym razem moja twarz nie reaguje lub wygląda tak jak na zdjęciach (patrz profilowe na fb lub g+).

Ale obecną sytuację idealnie ilustruje to ujęcie z drugiego sezonu Gry o tron. Królewski kat, pan Ilyn P.

(źródło: internety)

Sprawa prezentuje się tak. W mieście Neptuna i Wałęsy, ktoś wpadł na pomysł, by urozmaicić czas ludziom, którzy codziennie marnują go na bezproduktywny przejazd komunikacją miejską. Przy czasie przejazdu, sięgającym niekiedy godzinę (z Chełmu na Jelitkowo, na przykład) pomysł wydaje się genialny. Można usiąść, chwycić książkę, powąchać ją, przejrzeć, a może nawet przeczytać kilka stron, po czym odłożyć ją na miejsce i wrócić do swoich spraw, czekających po drugiej stronie tramwajowej szyby. No, ale w POLSZY to BULWA nie przejdzie.

Co trzeba mieć w głowie, żeby kraść książki, które są udostępniane wszystkim, dla dobra ogółu, na zachętę by pobudzić nas do rozwoju. Jak nisko jesteśmy w stanie upaść? O ilu takich, równie żenujących, sytuacjach przyjdzie mi jeszcze czytać? I, podstawowe pytanie, dlaczego ludzie patrzą na to wszystko przez palce?

Przecież, ci którzy "pożyczyli sobie" (bo na pewno nie była to jedna osoba) tych kilka lektur, nie jechali sami. A co z monitoringiem w tramwajach? Ktoś podpieprza książkę, to jak mogę mieć pewność, że następnym razem nie zabierze mi np. tabletu, albo telefonu, albo portfela? A może BULWA całego mnie wyniesie i sprzeda w jasyr, a ludzie będą stać i patrzeć, odwracać głowę, pociągać nosem.

Najpierw Radom i wigilijny "poczęstunek", teraz książki z tramwajów. Jak, zachowując zdrowe zmysły, uśmiechać się jeszcze do ludzi? Lada dzień, któryś z nich, wydłubie ci oko za garść monet.

1 komentarz:

  1. Szczerze? Jeżeli by mnie lektura wciągnęła, to wypożyczyłabym sobie na dokończenie. Ale w zamian wrzuciłabym jednorazowe Chmielewskie za 2 zł z antykwariatu, których nie chce mi się czytać więcej niż raz albo duplikaty. No ale nie trafiłam jeszcze na tramwaj biblioteczny, a z tego co mówisz lepiej odstawić książki na półkę np. w Biowayu, gdzie bookcrossing idzie pełną gębą.

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.