Siedzimy z Justyną w kawiarni Pies i Róża. Przed chwilą znów zaczął padać deszcz, a sympatyczna kelnerka podała nam herbatę i spory kawałek jabłecznika. Ju zajęła się rysowaniem majestatycznego zegara wiszącego tuż obok wejścia. Po kawiarni krząta się pies, podchodzi co chwilę i proszącym wzrokiem patrzy w stronę naszego stolika. Muzyka nie próbuję narzucać się z głośników, ludzie rozmawiają między sobą bez skrępowania, nie obawiając się, że ktoś mógłby ich podsłuchać.
Skończyłem pisać nowy wiersz. Mam zamiar przeczytać go w przyszłym tygodniu w gdańskim pubie LOFT. Jeszcze nie wiem, że nie będę mógł się tam wybrać, ponieważ w tym samym czasie mam rozmowę w sprawie pracy. Niestety, czasem trzeba zadecydować co jest ważniejsze.
Od kilku dni zbieram w sobie myśli do kolejnych listów, które puszczę w Polskę w ślad za moimi znajomymi. Dwa już wysłałem, trzeci czeka na znaczek, a jeszcze mam jeszcze trzy adresy, którym chciałbym posłać dobre słowo. Dlaczego to robię? Czemu piórem, które dostałem od Ju, kreślę koślawe słowa na papierze w kratkę i wysyłam je w tradycyjnej kopercie do Torunia, Poznania, Bydgoszczy i Żor na Śląsku? Bo chyba potrzebowałem odpocząć od pisania na komputerze.
Czuję jak bardzo odpływam, gdy zbliżam się do wirtualnego świata. To wciąga jak wir i daje skromną przyjemność, sprawiającą, że milkną wyrzuty sumienia, powodowane całodniową bezproduktywnością. Teraz rozumiem starsze pokolenie literatów, przesiadujące w knajpach i parkach. Dziś z Ju zgodnie stwierdziliśmy, że nie da na dłuższą metę tworzyć cały czas w domu, bo człowiek niebezpiecznie zbliża się do szaleństwa. Takie wyjście na spacer i herbatę, połączoną z długą rozmową i twórczą pracą, pozwala odświeżyć umysł.
Jeśli chcesz dostać ode mnie list, z pogróżkami lub pozdrowieniami, odezwij się na mojego maila.
filip.chrzaszczak@gmail.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.