" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



piątek, 10 stycznia 2014

Powoli donikąd

Miałem już więcej nie marudzić na moją ojczyznę, ale własnie wróciłem ze sklepu, gdzie pół kilo sera kosztowało mnie dziesięć złotych. Za Goudę. W popularnym dyskoncie, którego jeden i ćwierć sklepu przypada na dziesięć kilometrów kwadratowych miasta. Na dobrą sprawę, nigdzie indziej nie zrobisz zakupów, bo wszystkie lokalne sklepy splajtowały, nie mogąc wytrzymać konkurencji ze strony żółtej zarazy.


A dziadek mówił, że trzeba tępić stonki!



W pracy codziennie spotykam się z patologicznymi przypadkami ubóstwa. Widzę jak kraj, którego piękno cenię ponad wszystkie inne wartości w życiu, niszczy jednostkę za jednostką. Niestety, wskazać odpowiedzialnych za taki stan rzeczy jest rzeczą trudną, jeśli nie niemożliwą. Winnych, jak zwykle, nie ma.

Nad stanem polskiej gospodarki można by debatować godzinami. W poprzednim wpisie zauważyłem, że nasze państwo, starając się otoczyć opieką najuboższych, tak naprawdę pogłębia różnice społeczne, promując przy tym życiowy konformizm. Ludzie w dzisiejszych czasach nie dają już rady, gdy los stawia ich przed coraz trudniejszymi wyborami. Część obywateli zmuszona była do wyjazdu, inni harują za nędzne stawki i żyją od wypłaty do wypłaty, a jeszcze inni utrzymują się z opieki społecznej.
Niewiele jest w Polsce firm, którym udało się osiągnąć sukces, rozwijając i inwestując pieniądze w jakąś ideę, pomimo administracyjnych trudności, o których mówi się tak często. Jasnym jest, że władza nawet nie stara się stworzyć dogodnych warunków dla przedsiębiorców, a wobec tego nie należy się dziwić, że na pół kilo sera muszę pracować ponad godzinę.

A jak się, nie daj Bóg, pochorujesz? Pan z reklamy śpieszy z odpowiedzią - weź pożycz, oddasz potem. Ale cóż z tego, gdy by spłacić dług spocisz się jeszcze bardziej i tylko pogorszysz swój stan?
Można odnieść wrażenie, że nasz kraj żyje na ogromnym kredycie. Idąc ulicą i przyglądając się różnym ludziom, warto zastanowić się ilu z nich ma na głowie nieopłacone raty kredytu, albo ilu z nich zalega z rachunkami za ostatnie miesiące. Niech żyje kapitalizm i konsumpcjonizm, siła napędowa cywilizowanego świata.
Zresztą, gdy spojrzeć na to z szerszej perspektywy, to całe nasze państwo żyje z darowizny, liczonej w miliardach euro, które, przede wszystkim napędzają naszą gospodarkę, finansując ogromne inwestycje infrastrukturalne. A zarabiają na tym, przede wszystkim, urzędnicy, którzy utrzymują się z rozdzielania unijnych środków i, okazjonalnie, brania, większych, bądź mniejszych, łapówek, nie dając się wyśledzić służbom wewnętrznym. 

Ale nasza gospodarka wcale nie ma się dobrze, skoro zniechęca się ludzi do zakładania działalności gospodarczej, przy okazji tworząc znakomite warunki dla obcego kapitału. Gdy ostatnio jedna z firm odzieżowych ogłosiła, że przeprowadza się na Cypr by uniknąć płacenia horrendalnie wysokich podatków. W internecie szybko zawrzało, ponieważ spory procent społeczeństwa nadal cechuje się myśleniem sprzed dwóch dekad. Nikt nie zastanowił się nad przyczynami takiego działania. Być może warto podnieść szum nie na firmę, która, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby, próbuje przetrwać na trudnym rynku, lecz na państwo, które nie wspiera rodzimych przedsiębiorców? 

Świetny komentarz do całej sytuacji można przeczytać TUTAJ.

Dlaczego nikt nie podnosi krzyku na wielkie sieci hipermarketów, w których codziennie miliony obywateli robi zakupy? Czy naprawdę nikomu już na tym nie zależy?

Zamiast zdrowego rozwoju, mamy rozkwit nepotyzmu. Rodziny ludzi trzymających obecnie władzę obsadzają różne, mniej znaczące stanowiska, które opłacane są często z pieniędzy podatników. Minister finansów bierze sobie kolejnego zastępcę i szereg doradców, w tym kilka osób będących jeszcze w trakcie studiów.
Wśród elit panuje pozorna walka o władzę, przeciwnicy polityczni nie różnią się od siebie niczym, prób kilkoma teoretycznymi zagadnieniami. Wszystkim zależy jedynie na dobraniu się "do koryta".

A w środku tego wszystkiego staje zwykły człowiek, taki jak ja, czy Ty. Poświęca najlepsze lata życia na pracę, choć nie ma pewności, że ZUS wynagrodzi mu to godziwą emeryturą pół wieku później. Daje się mu pozorny wybór otwartego funduszu emerytalnego tylko po to, by jakiś czas później przenieść całość tych środków z powrotem do państwa.
Człowiek zaczyna zastanawiać się, z czego jeszcze są go w stanie okraść. Na każdym kroku jesteś oszukiwany. W banku powiedzą Ci, że to najniższa rata na rynku. W punkcie telewizji satelitarnej, że to atrakcyjna promocja tylko dla Ciebie, a w Twym ulubionym, owadzim sklepie, który odprowadza podatki w Holandii, kupisz mięso mielone, które swą jakością niewiele odbiega od ochłapów rzucanych na pożarcie psom w zachodnich częściach tego kontynentu. 
Zastanawiam się ile jeszcze czasu potrzeba byśmy zrozumieli, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek? Czy nie widać ściany wyrastającej przed naszymi oczami?
Póki co wygląda, że chcemy forsować tę przeszkodę, waląc w nią "z główki". W ten, nieco bezmyślny sposób, może udać nam się pokonać trudności, ale do cholery, co jeśli nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.