Ponoć zima dobiegła końca. Może najwyższa pora by ocknąć się z tego letargu i zabrać się do pracy? To prawda - zaniedbałem tego bloga i jeszcze kilka innych spraw, choć obiecywałem poprawę, ale z jakiegoś powodu nie mogłem zebrać się w sobie. Nie wszystko można wytłumaczyć brakiem czasu czy chęci.
Czasem mam dość. Nie chce czytać o wydarzeniach na Ukrainie, ani słuchać czy oglądać różnego rodzaju prób manifestowania solidarności z naszymi wschodnimi sąsiadami. Wiem, że powinienem napisać tutaj kilka słów, bo na pewno nie wyczerpałem tematu, a i sytuacja diametralnie się zmieniła, ale ostatnio polityka międzynarodowa w ogóle mnie nie kręci. Dostatecznie dużo problemów mamy na własnym podwórku.
Coraz częściej przejmują mnie rzeczy drobne, błahe i codzienne. Kolejki w sklepach, kłopoty z podróżowaniem i osamotnienie, w tłumie zimnych, nieufnych spojrzeń. Przyglądam się ludziom, analizuje ich zachowanie i rozmawiam, gdy tylko mam ku temu okazję.
Wiem, nie ma w tym nic szczególnego, może czasem bywają bolesne dni, gdy od morza wieje paskudny, północny wiatr, gdy rozbija się o wieże bazyliki mariackiej i dmie prosto w twarz. To tłamsi wszelki optymizm.
Z początku, gdy jeździłem codziennie do pracy, wmawiałem sobie, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Dziś wiem, że to był błąd, bo naprawdę warto mówić, nawet jeśli często myślimy, że jest inaczej. (Oczywiście nie mówię tutaj o paplaniu bez celu dla samego gadania).
Było mi szkoda słów. Było mi zimno, samotnie i, niemal, tragicznie. Było mi-nęło.
Wracam do żywych. Od marca znów (prawie) codzienne posty. Wracają przemyślenia, pseudorecenzje i galeria osobliwości. Znów czytam dużo książek, znów szperam po zakamarkach sieci. Odbudowuję swoją wrażliwość, swoje poczucie humoru i zdolność do samodzielnego myślenia.
To nie był kryzys. Ani wakacje czy urlop. Nie zbierałem sił, nie kontemplowałem jakiś skomplikowanych zagadnień. Po prostu ugrzązłem w bagnie i długo nie mogłem się z niego wydostać.
Kończąc - w lutym można było przeczytać mój tekst TUTAJ. Współpraca z portalem kiwi.org układa się na tyle dobrze, że w kolejnych miesiącach zobaczycie tam moje zapowiedzi i relacje z wydarzeń kulturalnych.
Było mi szkoda słów. Było mi zimno, samotnie i, niemal, tragicznie. Było mi-nęło.
Wracam do żywych. Od marca znów (prawie) codzienne posty. Wracają przemyślenia, pseudorecenzje i galeria osobliwości. Znów czytam dużo książek, znów szperam po zakamarkach sieci. Odbudowuję swoją wrażliwość, swoje poczucie humoru i zdolność do samodzielnego myślenia.
To nie był kryzys. Ani wakacje czy urlop. Nie zbierałem sił, nie kontemplowałem jakiś skomplikowanych zagadnień. Po prostu ugrzązłem w bagnie i długo nie mogłem się z niego wydostać.
***
Kończąc - w lutym można było przeczytać mój tekst TUTAJ. Współpraca z portalem kiwi.org układa się na tyle dobrze, że w kolejnych miesiącach zobaczycie tam moje zapowiedzi i relacje z wydarzeń kulturalnych.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.