Jeden z użytkowników portalu wykop.pl, zwrócił moją uwagę na protest mający miejsce obecnie w siedzibie naszego parlamentu. Z jakiegoś powodu rodzice niepełnosprawnych dzieci domagają się podniesienia świadczeń socjalnych, gdyż te obecne są zbyt niskie. Nie zadowala ich obietnica premiera o wprowadzeniu błyskawicznych zmian, gwarantujących 1000 złotych, a z czasem nawet 1300 złotych dla osoby opiekującej się niepłnosprawnym dzieckiem.
![]() |
| Zdięcie z sieci. |
Oto pani Iwona Hartwich, wraz z rodziną, która najgłośniej domaga się od rządu pieniędzy. Rozumiem, że egzotyczne wakacje są niezbędnym elementem terapii.
Podobnie jest z modnymi ubraniami...
... najnowszymi telefonami...
i stylowym wyposażeniem kuchni.
To wszystko pokazuje w jak skrajnych warunkach funkcjonują rodziny osób niepełnosprawnych i jednoznacznie przekonuje mnie, że zasługują one na znacznie, znacznie więcej niż 1000 złotych na rękę.
Czuję się dyskryminowany. Rozumiem, że nasz kraj nie jest idealnym miejscem do życia, szczególnie dla ludzi o ograniczonej możliwości poruszania się, ale z roku na rok widzę zmiany. Powstają windy, podjazdy, obywatele piętnują nierozsądne budownictwo, utrudniające dostęp do budynku dla osoby na wózku. Dzięki zmianom w prawie niepełnosprawni zyskali szereg przywilejów. Pracodawcy zatrudniają takie osoby w pierwszej kolejności, bo bardziej im się to opłaca. Autobusy, tramwaje i pociągi są dostosowywane do przewozu pasażerów niezdolnych do samodzielnego poruszania się.
Mam wrażenie, że wkrótce cały kraj stanie na głowie, wszystko by choć trochę ułatwić tym ludziom życie. Ale czy takie osoby mają źle? Poza oczywistą niedogodnością, wynikającą z kalectwa, zapewne czują się (i zachowują) jak normalni ludzie. Więc co skłoniło ich do robienia zamieszania w sejmie i szantażowania premiera przed kamerami? Matki.
Ojców wcale nie widać, bo albo pracują, albo nie mają ochoty robić zamieszania i wrzawy przed kamerami. Ja rozumiem, że kobieta wychowująca dziecko, jest wstanie zrobić dla niego wszystko, ale są pewne granice. Rozumiem racje tych ludzi, wiem, że jest ciężko, potrafię to sobie wyobrazić, ale nie przekonują mnie słowa kobiety, o tym, że niemożliwym jest wyżyć z zasiłku na niepełnosprawne dziecko. Rzucam poniżej cytat z tego artykułu.
Wśród nich była Iwona Hartwich, która rzuciła pracę handlowca, by opiekować się swoim niepełnosprawnym synem. Kuba ma porażenie czterokończynowe. Jest po 7 operacjach na stawy i nogi. - Jest nam bardzo ciężko. Miesięcznie otrzymuję 520 złotych świadczenia pielęgnacyjnego (z tytułu, że zrezygnowała z pracy - red.) i 153 złotych na dziecko. Z tych pieniędzy nie da się wyżyć - mówi nam kobieta, która postanowiła przypomnieć Donaldowi Tuskowi to, co obiecał jej ponad pół roku temu.
Czytam te słowa i wracam znów do zdjęć, które wrzuciłem wyżej. Bardzo mi przykro z powodu tego, co spotkało jej syna, ale coś mi się tutaj nie zgadza. Mam wrażenie, że właśnie tak zachowują się ludzie, którzy uważają, że państwo jest im coś winne. Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy pamięta to ktoś?
Żadne państwo na świecie nie jest wstanie sprostać wyzwaniu opiekowania się wszystkimi w zadowalający sposób, bo zawsze znajdzie się ktoś pokrzywdzony, kto będzie domagał się więcej. Po niepełnosprawnych przyjdą następni i następni, bo dziś, zamiast pracowitości, nagradzana jest podstępność.
Poniżej, tak poglądowo, prezentacja - do czego mogą doprowadzić takie działania.
Nie wiem jak to wszystko powinienem podsumować. Może o czymś zapomniałem lub coś przeoczyłem? Jeśli tak, uzupełnijcie mnie, uświadomcie, zróbcie cokolwiek by wyprowadzić mnie z błędu. Wielu ludzi potrzebuje pomocy, niektórzy walczą o nią, domagając się godnego traktowania, niczym wilki żądające owczego mięsa. Inni w ciszy znoszą upokożenie, nie prosząc o nic.
Może Urugwaj posłuży nam za przykład?




Jestem bardzo ciekawa, jak pani Iwona ustosunkowałaby się do Twoich argumentów. Mogłaby powiedzieć, że walczy w imię tych, którzy naprawdę muszą wyżyć za tysiąc złotych miesięcznie. Ale muszę przyznać, że zgadzam się z Tobą w tej kwestii. Wg mnie cała ta maskarada przekroczyła już granice przyzwoitości, kiedy zdesperowani rodzice, zaczęli grać na emocjach, wprowadzając do akcji protestacyjnej swoje chore dzieci. Rozumiem, jedno spotkanie z ich udziałem, ale bezustanne ciąganie ich na 'negocjacje' to już przesada. Poza tym, patrząc obiektywnie, Premier i tak ustąpił już w znacznej mierze. Nie mówię, że wielkość świadczeń jest wystarczająca, prawdopodobnie nigdy nie będzie. Trzeba jednak zrozumieć coś, co jest nieodłącznym elementem państwa opiekuńczego (zwłaszcza tak młodego, jak nasze) - budżet na świadczenia socjalne musi uwzględnić nie tylko niepełnosprawne dzieci, ale i te zdrowe, których rodziny też 'nie mają co do garnka włożyć'. Albo dzieci pozostające w sierocińcach. Osoby dorosłe, które również są niepełnosprawne. Warto by o tym czasami pomyśleć, zanim zaczniemy debatować, komu i dlaczego należy się więcej pieniędzy. Nie wchodzę tutaj w konkrety, nie oceniam polityki socjalnej Rządu, każdy może to zrobić sam. Byłoby tylko miło, gdyby rodzice poszli po rozum do głowy i postarali się przyjąć pewien kompromis, zamiast kolejny dzień z rzędu stawiać przed kamerami swoje chore dzieci.
OdpowiedzUsuńNapisałem już o tym w odpowiedzi na komentarz poniżej, więc nie będę się powtarzał, tylko dorzucę "trzy groszę".
UsuńJakiś czas temu czytałem, że jakiś polityk czy działacz społeczny (już teraz nie wiem) stwierdził, że ci rodzice nie powinni poprzestawać na świadczeniach o wysokości płacy minimalnej, tylko dążyć do podniesienia jej do poziomu średniej płacy. Nie wiem czy to był żart, lewacka ideologia czy po prostu ktoś rzucił coś bezmyślnie i później za to przepraszał.
Mam dziwne dreszcze, gdy myślę do czego takie działanie może doprowadzić.
Filip, szczerze zalatuje mi tu trochę przewlekłym bólem dupy z Twojej strony. Nowy telefon, wycieczki, modne ciuchy itp wcale nie oznaczają, że na co dzień żyją w luksusie. Mogli to otrzymać w różnych okolicznościach. Choćby od innych ludzi jako podarki (telefon może być w rzeczywistości stary i używany, markowe ubrania idzie znaleźć w lumpeksach, a na wycieczkę w ramach last minute może dziś pojechać każdy za rozsądną kasę). Poza tym nie możesz tym jednym przypadkiem się sugerować i oceniać całość problemu. Żeby nie było nie było, nie jestem żadnym obrońcą pokrzywdzonych niepełnosprawnych i w/w. Po prostu według mnie te porównania są nie na miejscu.
OdpowiedzUsuńKpr. (może za kilka miesięcy ppor.).
Mam ogromny ból dupy, bo tak jak pisałem, czuję się dyskryminowany. Słuchaj, wiem, że brzmi ten tekst jak straszna generalizacja, ale pisałem go z perspektywy przeciętnego widza. Można wiele rzeczy wytłumaczyć,udowodnić, że tak naprawdę to wszystko jest złudzeniem, że ci ludzie mają naprawdę źle... Ale z drugiej strony nikomu się tego nie chce robić.
UsuńJeśli wystawiam kogoś przed szereg, by mnie reprezentował, to zadbałbym o to, by ta osoba nie podważała swojego autorytetu wyglądem, zachowaniem czy poglądami. Skoro ta kobieta ma reprezentować ubogą społeczność, to czemu wozi się z nowym telefonem? To wbrew logice moim zdaniem.
Nie oceniam całości problemu, bo jest on złożony, jak wszystkie problemy społeczne. W normalnym kraju ludzie zgadzają się na pewne kompromisy, rozumieją się nawzajem. Natomiast u nas wymusza się na rządzie szantażem jakieś zmiany, z których korzyści wyniesie mniejszość. Tutaj mam ból dupy, jako reprezentant pokrzywdzonej większości, która przez kolejne lata będzie musiała się tłuc po niewyremontowanych drogach lokalnych.
Ludzie nie zdają sobie sprawy z sposobu funkcjonowania państwa.
OdpowiedzUsuńGdyby każda w jakiś sposób pokrzywdzona osoba miała być utrzymywana w pełni zadowalających dla niej warunkach, reszta społeczeństwa musiałaby za to zapłacić.
Oczywiście podwyżki podatków nikt nie chce, gdyż te pieniądze nie trafią do niego ale do kogoś kto nie może pracować.
Aby zadowolić matki niepełnosprawnych dzieci trzeba mieć pieniądze, aby mieć pieniądze trzeba zwiększyć podatki, zadłużyć państwo lub zrezygnować z innych wydatków. Najlepszą opcją byłoby ograniczenie innych wydatków, ale to spowoduje bunty grup które na tym stracą.
Podsumowując nie można wszystkim wypłacać ile chcą jeśli nie ma na to funduszy, bez podniesienia podatków lub wzrostu zadłużenia, dlatego nie należy walczyć o warunki idealne ale wystarczające, ponieważ są też inne konieczne wydatki.
Oczywiście. To wydaje się logiczne, ale mimo to część ludzi tego nie rozumie, a politycy z tego korzystają. I później powstają państwa opiekuńcze, których obywatele przyzwyczajeni są do rządowego wsparcia.
UsuńStrach być normalnym...