" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



poniedziałek, 17 listopada 2014

Festiwal jednego artysty

Niekiedy zdarza się, że na jakiejś dużej imprezie jeden artysta wysuwa się przed pozostałych, w niejaki sposób ich przyćmiewając. Między innymi takie wydarzenie miało miejsce trzynastego lipca 1985 roku, podczas wielkiego koncertu na Wembley. Wtedy cały entuzjazm publiczności skupił się na grupie Queen.
Jednak ja dziś napiszę krótko o innej okazji,  może mniej spektakularnej. Sprawa dotyczy Narracji 2014.
Jednak ja dziś napiszę krótko o innej okazji,  może mniej spektakularnej. Sprawa dotyczy Narracji 2014.
Kotek na prochach?

Ogółem było tam ponad dwadzieścia, różnego rodzaju instalacji. Niektóre były ciekawe, jak krótka animacja przedstawiające schemat ulic stopniowo zastający mchem. (Jestem wyznawcą zasady, że takie rzeczy powinny być krótkie, przyjemne i mieć związek z otaczającą ją przestrzenią).
Inne z kolei były zwykłymi obrazkami "rzuconymi" na ścianę za pomocą rzutnika. Przyznaję się, z początku nawet przystanąłem przy pierwszym, tego typu, obiekcie, by przez moment przyjrzeć się sposobie w jaki światło błądzi po krzywiznach rozpadającej się ściany. Później było już dużo gorzej, więc tylko zwalniałem kroku, a Ju robiła zdjęcie.
Jej relację można zobaczyć tutaj.

Jednak ja dziś napiszę krótko o innej okazji,  może mniej spektakularnej. Sprawa dotyczy Narracji 2014.
Zielsko?
Pięć. Sześć. Dokładnie tyle prac pani Aleksandry Waliszewskiej prezentowano podczas tegorocznych Narracji. Jest to dla mnie dość zagadkowa rzecz, zważywszy na to, że w Trójmieście nie brakuje artystów audiowizualnych, szczególnie tych młodych, którzy wprost marzą o tak wspaniałej możliwości do zaprezentowania swych prac.


Jednak ja dziś napiszę krótko o innej okazji,  może mniej spektakularnej. Sprawa dotyczy Narracji 2014.
Wspinaczka.


Nie rozumiem dlaczego organizatorzy zdecydowali się na taki krok. Być może zabrakło osób, skłonnych wypełnić tę przestrzeń lub ktoś zawiódł i trzeba było pilnie znaleźć jakieś zastępstwo. Nawet jeśli taki był faktyczny przebieg spraw, w żaden sposób nie usprawiedliwia to autorki, która nawet nie spróbowała wykorzystać faktu, że udostępniono jej tyle miejsca.
Rąbnęła po prostu serię sześciu, niczym nie związanych ze sobą, obrazków, na niezwiązane z nimi ściany. W ten sposób wypełniła sobą ten festiwal po brzegi i totalnie zniechęciła mnie do swojej "sztuki".
Co ciekawe, na wikipedii można przeczytać, że "w roku 2008 artystka porzuciła malarstwo sztalugowe na rzecz gwaszy wykonywanych na papierze w formacie kartki A4, maluje średnio jedną pracę dziennie i już w 2010 r., jej zbiór liczył ok. 2 tysięcy prac."  Myślę, że to rzuca nieco światła na całą sprawę. i wyjaśnia dlaczego pani Waliszewska zdecydowała się postawić na ilość, a nie na jakość.
Jednak ja dziś napiszę krótko o innej okazji,  może mniej spektakularnej. Sprawa dotyczy Narracji 2014.
Tutaj praca, która była kompletnie nieadekwatna do miejsca. Więcej o tym napisała Ju.
Zresztą, nie jest to tylko moja opinia. W internecie można znaleźć bardzo wiele głosów, które poddają w wątpliwość sens organizowania takiego wydarzenia. Najwidoczniej część widzów była niezadowolona z formy i jakości przedstawionych dzieł.
Mimo wszystko nie można odebrać Narracjom jednej rzeczy. Na dwa dni Wrzeszcz stał się znów żywy, otwarty dla zwykłych ludzi, którzy na co dzień nie mieli dość odwagi by zajrzeć we wszystkie jego zaułki. Może nie wszystko było idealne, jednak bawiłem się przez te kilka godzin świetnie i z niecierpliwością czekam na kolejny rok, skrycie licząc na to, że będzie lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.