Post o frajerzeniu się z lustrzankami okazał się niezłym hitem i, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że wielu ludzi się ze mną zgadza! No, ale życie toczy się dalej, a co za tym idzie... Znów to szuranie, bełkotu chór, znów na ulice wylazło z nor, dwieście tysięcy, trzysta tysięcy... Dzieciaków, które mają za dużo wolnego czasu i koniecznie chcą się z nami podzielić swoimi błyskotliwymi przemyśleniami, które tak wiele wnoszą do wspólnej przestrzeni, z której korzystamy codziennie.
Zaczęło się od tego, żenującego filmiku (dobrze, że znalazłem wersje ocenzurowaną).
Oryginał ma ponad ćwierć miliona wyświetleń, a kanał z którego pochodzi, jakieś 30 tysięcy widzów. Sami autorzy przyznali, że nie spodziewali się takiej reakcji, gdyż filmik był wymierzony do wąskiej grupy odbiorców, która zrozumie jego sens. Mnie jednak pozwolił spojrzeć na polski serwis społecznościowy, zrzeszający amatorskich filmowców, zwany w skrócie YT, w nowy sposób.
Większość normalnych ludzi zapewne reaguję w ten sam sposób co ja lub Justyna. Myślimy sobie, że jest to ucieleśnieniem żenady i powiedzenia ukutego przez Stanisława Lema, ale gdyby tak było, ten filmik szybko zostałby skazany na zapomnienie, ze względu na niską wartość. (Bo przecież wartość informacji decyduje o tym w jakim tempie się rozprzestrzenia. Można by tutaj nawet stworzyć nową piramidę potrzeb, ale ściśle dla użytkowników internetu, ale o tym kiedy indziej).
Ale jednak nie, coś się zmieniło, dorosłem i mnie już nie bawią takie rzeczy, nie kręci mnie nieletnia dziewczyna, z grzywką, która co drugie słowo wykrzykuje bluzgi, w dodatku na przyspieszonym tempie. Nie kręci mnie to, że jej kwestie, to tak naprawdę zlepek tego co na youtube już było. Nie kręci mnie nawet muzyka elektroniczna umieszczona na końcu. Prawda jest taka, że nie jestem w docelowej grupie odbiorców tej produkcji, bo wymierzona jest ona w ludzi zdecydowanie ode mnie młodszych, dla których osoba rzucająca kurwami na lewo i prawo jest autorytetem.
Zanurzyłem się głębiej w szambo. Zacząłem badać kanał MacieCioszki. Nie mam bladego pojęcia co oznacza ten zlepek słów, więc to ominę i przejdę do zawartości.
W zamierzchłych czasach, czyli gdy ja chodziłem do Gimnazjum, czytałem krzyżaków i miałem całkiem fajne towarzystwo do gry w kosza, a autorzy filmu, jak sami twierdzą, grali w pegazusa i xboxa, młodzi ludzie masowo tworzyli blogi. Na rozmaitych portalach, olbrzymie grono nastolatków produkowało, powielało i wydalało z siebie te same, nic nie warte myśli, które umierały, czasem po tygodniu, czasem po kilku miesiącach. Nie znam ani jednego bloga, który przetrwał z tamtych czasów, a Ci którym wtedy coś się udało, dziś piszą książki lub mają własne strony internetowe.
W czym rzecz i dlaczego przywołuje te zamierzchłe czasy?
Cóż świat idzie do przodu, dziś każdy laptop ma firmowo montowaną kamerkę służącą do wideokonferencji. (Mój nie ma, jaki żal, o ja pierdole... Nie mogę być cool...) W ten sposób, miast rozpisywać się pokemoniastym pismem i popisywać się wątpliwą znajomością jakichkolwiek zasad pisowni, można (bez trudu!) założyć konto na takim serwisie jak youtube i tworzyć filmy do woli, przy okazji zasrywając nam przestrzeń.
Tak jest, zasrywając NASZĄ przestrzeń życiową. Powtarza się slogany, robi się to co jest modne i popularne, nie dba się o jakość mowy, myśli czy nawet jakość nagrania. Liczy się prosty przekaz, dużo szumu i koniecznie trzeba mieć konto na Facebooku, żeby polubić naszą super stronę z szalonymi filmikami o tym jak siedzimy przed kompem i żalimy się na innych siedzących przed komputerami, że siedzą i żalą się na nas... Zagmatwałem, nie? Sam się w tym nie łapie.
Coraz więcej młodych ludzi ma dostęp do internetu, to przekłada się na jakoś zawartych w nim treści. Dziś w komentarzach po teledyskami, trwa wojna między zwolennikami danego artysty, a jego "hejtereami". Szukając ciekawej twórczości, musimy przebić się przez wielowarstwową strukturę powstałą w skutek rozrastania się społeczności "pseudoarstytów", którzy tworzą byle co, byleby coś tworzyć.
Kiedyś naprawdę lubiłem Vlogi, bo tworzyli je ludzie, którzy mieli konkretne poglądy i nie nagrywali zgodnie z panującą modą. Kiedyś było wiele indywidualności, dziś widzę po prostu Maszerujące, jeden przy drugim, trolle. Wszystkie takie same, wszystkie mówiące jednym głosem, z tą samą, wypaczoną miną i koślawym poczuciem humoru. Głupota nas bawi, ale do pewnego stopnia, później kłuje nas w oczy.
Dzieci dostają nowe zabawki. Z pisania złotych myśli, przechodzą na złote obrazki.
Ten "żenujący filmik" nie odbiega daleko od rzeczywistości, którą spotykam w regularnych dawkach na ulicach Warszawy. I chyba to jest w tym najgorsze...
OdpowiedzUsuńFilip jestę twoja idolką. Jerzy.
OdpowiedzUsuńNie no serio, poruszający tekst.
Ja pier*#%($# nie żartuje czemu nikt mi nie wierzy.
I popieram Pana Pistacjowego Kosmitę. Jak patrzę na zachowanie mojej młodszej i jej pokrewnych- wydurniać się w przymierzalni w jakiejś sieciówce, robić głupie miny "ja z moimi wariatkami, oh jakie my szalone" to szlag człowieka trafia.
Coraz puściej te dzieciaki we łbach mają, lektur nie czytają, za to mają nieograniczony dostęp do internetów. I jedno głupie zacznie jakiś bezsensowny trend, reszta podchwyci i oto mamy gimnazjalny trolling na żenującym poziomie. Bo dobry trolling jest dobry i to sztuka. Ale takie coś powoduje lawinę smutku i niemą prośbę, by Darwin się jednak nie mylił. Ot, co.
Dzięki wielkie za komentarze. Potwierdzam waszą opinię, iż nastolatki z dnia na dzień robią się coraz głupsze, ale nie jestem z tych co bardzo szybko tracą nadzieje. Prędzej stracę ochotę by interesować się cudzym życiem, niż nadzieje na to, że wśród tępych mas uchowała się gdzieś garstka wybitnych intelektualistów i tylko czeka na swoją kolej, tak jak i my czekaliśmy (a czasem nadal czekamy) na nadejście naszej chwili chwały...
OdpowiedzUsuń