Pisanie o jesieni, jesienią, jest głupie. Generalnie, pisanie o czymkolwiek jest straszną stratą czasu, szczególnie, gdy od ręki można wymienić setkę lub dwie, pisarzy, którzy są bardziej dochodowi albo mają większy talent, niż ja czy ty.
Ale grunt to się nie poddawać. Na drzewach jest jeszcze pełno zielonych liści, a ludzie wciąż noszą na skroniach ciepłe kosmyki światła naszej dziennej gwiazdy. Chyba nie jest za późno by posmakować ostatni skrawek lata, nawet jeśli pieprzone przeziębienie otępiło nam wszystkie zmysły.
Przez ostatnie dwa tygodnie głównym tematem moich rozmów i rozmyślań, było poszukiwanie pracy, w której mógłbym się spełnić, a jednocześnie zarobić co nieco. Niestety, póki co nadal pływam w morzu możliwości i zastanawiam się czy ktokolwiek kiedyś mnie zatrudni.
Jednak, choć nikt mnie nie przyjął, nie mogę uznać tego czasu za stracony i bezowocny, bo doświadczenie, które zgromadziłem, może okazać się w przyszłości bezcennym skarbem. Dlaczego?
Oferowano mi pracę w wielkim biurze, gdzie miałbym zasiąść za telefonem, razem z setką podobnych do mnie osób i obsługiwać klientów. Przeszedłem przez wszystkie etapy rekrutacji, którą zaprojektowano chyba tylko po to by odsiać spośród chętnych do pracy, kompletnych idiotów, nie mających pojęcia o współczesnym świecie. Potraktowano mnie profesjonalnie, zupełnie jakbym aplikował na stanowisko średniego szczebla w międzynarodowej korporacji. Szkoda, że oferowali mi raczej przeciętne zarobki...
Innym razem dwóch mężczyzn, odnoszących się do mnie z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem, próbowało mnie namówić na dołączenie do ich interesu. Następnego dnia, gdy przeszliśmy do omawiania konkretów (po prawie dwugodzinnej paplaninie o jakiś bzdurach, która najwyraźniej miała uśpić moją czujność) okazało się, że mam do czynienia z modelowym przykładem piramidy finansowej.
Więc jak to jest z tym dorosłym życiem? Nie wiem. Mam wrażenie, że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą patrzeć na ciebie z dystansem, którzy będą domagać się kilkuletniego doświadczenia i obycia w branży od człowieka, który dopiero co wyrwał się ze szponów uniwersytetu. Zawsze pojawi się też ktoś, kto będzie próbował skorzystać na twojej naiwności, kto będzie roztaczał przed tobą niesamowite wizje, gdzie wszyscy są szczęśliwi, mają co jeść i czym jeździć do pracy.
I wszystko nagle zaczyna sprowadzać się do jednej, drobnej rzeczy. To co sobie tutaj stworzyliśmy, to bardzo okrutna gra, wymagająca stałego zaangażowania, wrzucania kolejnych monet, poświęcania kolejnych, zdaje się, drobnostek, na rzecz większych dochodów czy szybszego awansu. I w ten sposób pieniądz korumpuje dusze, śląc nas stopniowo na samo dno. I później łapiemy się za głowę, widząc bałagan jaki pozostawiamy po sobie.
***
Drobiazgi
1.
Jest już nowy numer Neona, a w nim moje krótkie opowiadanie pt. Klatka, które już wcześniej gdzieś się tutaj podziewało.
2.
Od soboty można polubić dzieła Justyny na facebooku, na jej oficjalnej stronie. Zapraszam także na jej bloga, link można znaleźć w polecanych po prawej stronie.
A ja się zastanawiam dlaczego ludzie w Twoim wieku uważają, że gdy już "wyrwali się ze szponów uniwersytetu" należy im się super praca i góra pieniędzy. Skąd to się bierze? Pokolenie "czy się siedzi, czy się leży 2 tys. się należy" (chociaż teraz to już pewnie za mniej niż 4 tys. nie pójdę do pracy)
OdpowiedzUsuńNie rozumiem dlaczego nie podjąłeś dorywczej i nawet mało płatnej pracy jeszcze na studiach. Wydaję mi się, że od czegoś trzeba zacząć.
Odpowiedź jest prosta - z lenistwa. Zresztą w Toruniu nie było zbyt wielu możliwości do podjęcia pracy, nawet dorywczej.
UsuńNie wiem skąd się bierze pragnienie posiadania dużych dochodów. Może dlatego, że gdy człowiek jest młody, to ma w głowie tysiące marzeń, które chciałby zrealizować już teraz, a nie jest w stanie, bo pracodawca proponuje mu umowę zlecenie na sześć miesięcy.