Dziś powrócimy do korzeni pisarstwa, przeanalizujemy kilka fajnych inicjatyw, związanych z epistolografią oraz zastanowimy się, dlaczego warto zwolnić swój szalony tryb życia.
Poczta Polska niedawno ogłosiła, że wprowadzi możliwość własnoręcznego drukowania znaczków pocztowych. Jak widać w powyższym linku, niektórzy już okrzyknęli to rewolucją.
Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się kilka ciekawych inicjatyw związanych z pisaniem listów. Na przykład Michał z bloga Róbmy Dobrze wpadł na pomysł, by spisać wszystko to co nas inspiruje i co nas dołuje. Więcej na temat projektu czarne myśli/białe myśli TUTAJ. Jednocześnie na tym samym blogu dowiedziałem się o TEJ inicjatywie, która również dała mi do myślenia.
Nie tracąc czasu, sam chwyciłem za pióro i zacząłem pisać. Teraz przyszedł czas na pierwsze przemyślenia. Wysłałem już kilka, odręcznych wiadomości do moich znajomych. W planach mam oczywiście kolejne listy i utrzymywanie korespondencyjnych więzi z każdym, kto zechce odpowiedzieć na moje bazgroły.
Ten swoisty powrót do korzeni pisarstwa, przypomniał mi jak trudnym zadaniem jest staranne formułowanie myśli w zdania. Z początku pisałem każdy list "na brudno", jednak gdy tylko poczułem się pewniej, porzuciłem tę praktykę, nie bojąc się już skreśleń. Myślę, że każdy, kto w swym życiu planuje twórczo pisać, powinien nauczyć się mierzyć z potokiem słów, wylewającym się z głowy podczas pracy nad tekstem.
Mała dygresja. Jest jeszcze jeden powód, dla którego polubiłem epistolografię. Chcę zwolnić. W erze facebooków, twitterów i maili, mam ochotę na coś, co niekoniecznie będzie błyskawiczne, jednorazowe i, niestety, najczęściej bezwartościowe. Pragnę doświadczeń materialnych, bezpośredniego kontaktu ze słowem i z odbiorcą. Dlatego piszę listy i dlatego czytam wiersze przed publicznością, bo czuję, że to jest żywe i prawdziwe.
Kiedy ostatnio dostaliście jakiś list, który nie był rachunkiem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.