" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



niedziela, 19 kwietnia 2015

Mój dzień w pracy

Bałagan w archiwum
Obrazek poglądowy z internetu
Część osób już to wie, inni dowiedzą się dopiero teraz. Od początku lutego zmieniłem zajęcie i już nie nalewam kawy w przytulnej knajpie. Zostałem archiwistą w prywatnej firmie zajmującej się zarządzaniem dokumentacją.


Wstaję dwie minuty przed szóstą rano. Godzinę później siedzę już w odnowionym wnętrzu pociagu i gapię się bezmyślnie w kartkę. Kolejną godzinę później, siadam za biurkiem w mojej kanciapie. Dorobiłem się, nie można tego ukryć, własnego biura.

Czytam notatkę, którą zostawiłem dla samego siebie. Tak, dziś jest ten dzień, pora zająć się kolejną porcją dokumentacji, należącą do jakiejś firmy przewozowej z drugiego końca województwa. Całe sto metrów bieżących akt.
archiwistyce jednostka miary akt. Jest to liczba akt ułożonych ściśle przy sobie, mieszcząca się na 1 metrze półki. W rzeczywistości jest to jednostka miary niedokładna, gdyż liczba metrów bieżących - przy zachowaniu dotychczasowej liczby jednostek archiwalnych - może zmienić się wskutek oprawy akt (dochodzi grubość okładki), lub też brakowania wewnątrz jednostek. Jak wynika z praktyki, zmiany takie jednak nie przekraczają 10% pierwotnej wielkości zespołu.
Taka ilość dokumentów mieści się w dwustu kartonach, produkowanych specjalnie na zamówienie mojej firmy. Uderzam głową w moje solidne biurko. Nie wiem czy to oznaka rozpaczy czy zmęczenia.
Paleciakiem ściągam z magazynku kartony poupychane na paletach. Rozstawiam je na ostatnich skrawkach wolnej przestrzeni, dzieląc na lata, a wewnątrz lat na działy. W zależności od tego, czy ktoś pomyślał o mnie wcześniej i opisał zawartość kartonów na ich ściankach lub deklach, czy też było mu wszystko jedno i wrzucił papierzyska jak leci, byleby się ich pozbyć, zajmuje to kilka godzin do kilku dni.



Gdy ustalę porządek, biorę pierwszy karton ze sobą i siadam przed biurkiem. Wywlekam wszystko ze środka, zakładam specjalny klips archiwalny, a następnie dokładam na samą górę stronę tytułową i sygnaturę archiwalną.
Znak rozpoznawczy nadany jednostce archiwalnej, umożliwiający jej zidentyfikowanie: w archiwum zakładowym, składa się z numeru spisu zdawczo-odbiorczego zarejestrowanego w wykazie tych spisów i liczby porządkowej, pod którą w tym spisie dana jednostka archiwalna została wpisana.
Tyle teorii. Teraz wkracza praktyka. Każda z firm, która przechowuje tutaj dokumentacje, otrzymała swój indywidualny numer. To podstawa identyfikacji zawartości kartonów, które zostały już opracowane. Potem dochodzi jeszcze znak działu, rok i numer porządkowy lub numer spisu. Łatwo się pogubić na samym początku.

To nie jest wspaniały zawód, o którym można opowiadać w fascynujący sposób. Ot, przewalam cały dzień papiery i nadaje im jakiś układ. Ludzie pytają mnie, czy jestem jakiś zboczony, że nie przeszkadza mi takie zajęcie.
Nie wiem, poświęciłem trzy lata życia by nauczyć się tego zawodu, a teraz widzę, że nie miało to cholernego znaczenia, bo wystarczyłby krótki kurs i przeszkolenie przez współpracowników, bym odnalazł się wśród tego bałaganu akt.

Lubię nadawać ład i porządek. Faktem jest, że odkąd tam pracuję, przestałem narzekać na to czym się zajmuję. Jedynie moja ambicja nie pozawala mi być spokojnym, bo ciągle pragnę czegoś lepszego, czegoś więcej, czegoś co będzie innym imponować.

1 komentarz:

  1. Też tak mam - ciągle chcę więcej i więcej. Czegoś, co by sprostało moim wygórowanym ambicjom. Uważam jednak, że to dobre. Człowiek powinien się rozwijać, mieć do czego dążyć.

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.