" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



środa, 31 sierpnia 2011

Pewna prawda o Korneliuszu

(...)
Cierpienie najlepiej znosił w samotności. Nie potrzebne było mu współczucie przyjaciół i znajomych, którzy próbując podnieść go na duchu, zapewne wydaliby majątek na tani alkohol by jego znaczne ilości wypełniły niszę w sercu. Oczywiście nikt nie zdawał sobie sprawy, że powstało ogromne niedomówienie dotyczące jego uczuć. Nie miał siły składać wyjaśnień i tłumaczyć każdemu z osobna, że nie zostało w nim już nic co można by chcieć uratować lub, że rozpadł się na milion, niezależnych od siebie i wzajemnie zwalczających się, części. Zabrał prawie pustą butelkę z piwem i wyszedł przed klub, w którym coraz większy tłum kłębił się w obrębie parkietu.
 - Wszyscy są już zalani. A ja jak zwykle pozostałem trzeźwy.
Zdał sobie sprawę, że dziś piwo przelewa się przez niego jak źródlana woda, nie czyniąc mu najmniejszej szkody, a tym bardziej nie przynosiło mu ulgi, ani nie uspokajało myśli wałęsających się po głowie.
Usiadł na murku i oparł głowę o sypiący się tynk. Przez chwilę czuł, że ma w sobie dość sił by wrócić pieszo do domu, jednak było to złudzenie, które rozpłynęło się równie szybko jak dym.
Zdziwił się, że wcześniej jej nie zauważył. W czerwonych włosach kryła się drobna twarz i jeszcze drobniejsze, niebieskie oczy oraz nos, po którym można było rozpoznać wszystkie córki jej matki. Była w połowie papierosa i przez dłuższą chwilę zachwycała się nieskrępowaną możliwością obserwacji nieba.
 - Korneliusz ma już dosyć?
Miał ochotę odryknąć jej by dała mu spokój i poszła palić papierosa gdzieś indziej, ale zabrakło mu sił. Wciągu ostatniego tygodnia ciągle brakowało mu energii, jakby każdy sen, złośliwie podsyłany przez los, odbierał mu sens do dalszego działania.
 - Chciałem pobyć sam.
 - Myślałam, że masz dosyć bycia samotnym.
Na śmierć o tym zapomniał. Nigdy nie przypuszczał, że nadejdzie dzień, gdy ktoś, tak prosto w twarz, powie mu, że jest hipokrytą. Oderwał się od ściany, z trudem uniósł swe ciało w górę i kilkoma nierównymi krokami podszedł do schodów, na których siedziała, by szepnąć.
 - Ciebie nie ma.
Dym leniwie unoszący się z jej papierosa podrażnił jego oczy i zmusił go do uronienia łez. Gdy przetarł oczy, po dziewczynie został tylko zapach nikotyny i zaczerwienione powietrze w miejscu gdzie chwilę wcześniej były jej włosy.
Nagle dotknęła jego ramienia. Drgnął i odwrócił się gwałtownie.
 - Ależ jestem i świetnie się bawię. - Rzuciła, uśmiechając się szyderczo. - Czasem tęsknie do dni, gdy grałam twoją siostrę, potem kochankę.
 Usiadł na drugim stopniu i przyłożył usta do butelki. Wypił kilka drobnych łyków, pozostawiając w na dnie resztkę trunku i spojrzał na nią rozleniwionym wzrokiem. Szukał sensu w jej ciągłych powrotach, jakiś przyczyn w swoim zachowaniu lub myślach, ale nie potrafił wytłumaczyć sobie czegokolwiek.
 - A kim chcesz być dzisiaj?
 - Pobawię się w nianię.
 - Rzeczywiście. Tego jeszcze nie było.
 - A może chcesz usłyszeć prawdę? - Spytała.Wiedział, że jego słowa nic nie zmienią, ale mechanicznie rzucił negatywną odpowiedź. - Nie szkodzi i tak ci powiem. Jesteś głupcem jeśli wierzysz, że wśród tych wszystkich ludzi znajdziesz kogoś, kto zrozumie cię lepiej niż ja.
 - Sam siebie nie rozumiem.
 - Pff. Kłamiesz. - Obróciła się do niego plecami i wróciła do środka. Został sam na betonowych schodach, z prawie pustą butelką piwa i wiatrem zaplątanym w jego kosmate włosy.
(...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisz śmiało. Wytykaj błędy, ubliżaj, rzucaj mięsem.