" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korneliusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korneliusz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2012

Grejpfrutowy sok.../Jego życie

Grejpfrutowy Korneliusz

Czarkowski powiedział jej, że ma na niego czekać przy Starym Teatrze. Gdy się wreszcie pojawił, poszli na autobus, który zawiózł ich na drugą stronę rzeki, na Niską Skarpę. Na przystanku, na którym wysiedli, czekał na nich jakiś wychudzony chłopak o owalnej głowie i krótkich włosach.
 - To jest Marcin. Marcin, oto Sandra.
 - Cześć. Nikt was nie śledził? - Spytał i spojrzał na nich podejrzliwym wzrokiem.
 - Nie pierdol tylko prowadź do siebie.
Weszli do wielkiego, szarego bloku i wjechali windą na dziewiąte piętro.
 - Od dziewiątego w dół, wszystko chuja warte... Zapraszam. - Rzucił, otwierając drzwi do swojego mieszkania. W środku śmierdziało papierosami i alkoholem, w kuchni gotował się makaron, którego pilnowała jakaś szczupła brunetka o zielonych oczach. - Mamy gości.
 - Widzę. Herbaty?
 - Nie dzięki. - Sandra cały czas czuła się nieswojo.
 - Może piwko?
Pokręciła głową, podobnie jak Tomasz. Marcin wzruszył ramionami, sięgnął do lodówki po butelkę Tatry i poprosił by przeszli do pokoju obok kuchni.
 - Tomaszek powiedział mi, że ciekawi cię kim jest Wysocki.
 - Tak. Odwiedził mnie kilka dni temu...- Nie chciała mu mówić w jakich okoliczność było jej dane zawrzeć tą nową znajomość. - Jestem po prostu ciekawa, kim on jest.
Chłopak otworzył piwo i napił się, a następnie, po dłuższej chwili spędzonej na wpatrywaniu się w jej oczy, powiedział:
 - Opowiem ci o nim, ale nie możesz tego nikomu powtórzyć.
 - W porządku. Rozumiem.
 - Kornel... - Marcin odchylił się do tyłu i sięgnął po butelkę z piwem. - Nie wiem czy mogę tak to ująć, ale przyjaźniliśmy się przez jakiś czas. Poznałem go dwa lata temu, jakiś czas po maturze, gdy całe miasto pijało w plenerze. W sumie nie wiem jakim cudem znalazł się wtedy pośród moich znajomych. Był z niego niezły dziwak, lubił pić i zachowywał się jak totalny debil, ale czasem jak rzucił jakimś tekstem to wszystkim szczęki opadały... Podejrzewam, że nikt z nas go wtedy nie rozumiał. No, ale idąc dalej. Wszyscy wtedy zaczynali studia w Starym Mieście, a on poszedł chyba na filozofię.
Marcin spojrzał na Tomasza, popijając jednocześnie piwo, a ten pokiwał głową twierdząco.
 - Trzymaliśmy się do listopada, on w między czasie zakochał się, czy może raczej zauroczył w Julii, która, mówiąc delikatnie, nie przepadała za nim. Zresztą, powoli wszyscy mieli go dosyć, strasznie smęcił, a do tej potrafił nagle zniknąć w połowie imprezy...
 - Rozpływał się jak duch. - Dorzucił Czarkowski. - Szedł za tobą, a gdy odwróciłeś się znowu by go o coś spytać, to już go nie było.
 - No. Dokładnie. Któregoś dnia też tak zniknął, z tym, że nikt nie mógł go już znaleźć, nawet matka. Później okazało się, że wyjechał z kraju i wysyłał do rodziny na wpół anonimowe listy z różnych zakątków europy.
 - Jak długo go nie było?
 - Podobno rok, ale Tomek twierdzi, że dłużej.
 - Jesienią Beata widziała go nad rzeką, jak rozmawiał ze swoim kuzynem.
 - Beata od Michała?
Tomasz pokiwał głową i po chwili dodał.
 - Znam jeszcze jedną ciekawą, hm... powiedzmy, że plotkę. Kojarzysz Martę ode mnie z grupy, którą zaprosiłem razem z Malwiną do klubu?
 - Dziewczyna z Lublina?
 - Dokładnie. Podobno Marta widziała Malwinę z jakimś chłopakiem w szarej kurtce i szarej czapce z czarnymi paskami.
 - To mógł być każdy...
 - To był Kornel i to było na początku listopada. - Głos Marcina przepełniała stanowczość. - Wydaje się, że od listopada jest znów w mieście. Tyle wiem, jeśli według ciebie to za mało, to możesz zwrócić się do jedynej osoby, która znała go naprawdę dobrze.
 Sandra przełknęła ślinę.
 - Powiedz mi, czy lubił kłamać by zdobyć kobietę?
 - Nie przypominam sobie. - Marcin odstawił piwo. - Słuchaj, w Bydgoszczy mieszka jego była dziewczyna, Marlena, ona na pewno ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Możesz też spróbować z Hektorem, jego kuzynem, ale nie jestem pewien czy znajdziesz go jeszcze w mieście.
 - Beata twierdzi, że wyjechał.
Marcin wzruszył ramionami.
 - Jest jeszcze Anka, jego kolejna kuzynka. Zresztą, nie masz co liczyć na to, że któryś z nich się jakoś mocno rozgada na temat Kornela. Tacy już są, pilnują swoich tajemnic przed innymi.
 - Rozumiem.
Sandra była zmieszana, nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Gdy wracała z Tomaszem do Starego Miasta, zauważyli wysoki słup dymu unoszący się ponad dachami.
 - O mój boże. - Zawołał ktoś, stojący przed nimi.
Wychyliła się by spojrzeć pomiędzy ludźmi. Stary Teatr zamienił się w wielką główkę zapałki, skąpaną w płomieniach.
 - Ja pierdole. - Tomasz złapał się za głowę. - Pożar w teatrze... Co się dzieje z tym miastem?
 - No właśnie. - Pomyślała. - To chyba jakiś koszmar.

Dwóch chłopców bawi się na śniegu w Zakopanym. (Źródło jak widać Narodowe Archiwum Cyfrowe)



 -

środa, 31 sierpnia 2011

Pewna prawda o Korneliuszu

(...)
Cierpienie najlepiej znosił w samotności. Nie potrzebne było mu współczucie przyjaciół i znajomych, którzy próbując podnieść go na duchu, zapewne wydaliby majątek na tani alkohol by jego znaczne ilości wypełniły niszę w sercu. Oczywiście nikt nie zdawał sobie sprawy, że powstało ogromne niedomówienie dotyczące jego uczuć. Nie miał siły składać wyjaśnień i tłumaczyć każdemu z osobna, że nie zostało w nim już nic co można by chcieć uratować lub, że rozpadł się na milion, niezależnych od siebie i wzajemnie zwalczających się, części. Zabrał prawie pustą butelkę z piwem i wyszedł przed klub, w którym coraz większy tłum kłębił się w obrębie parkietu.
 - Wszyscy są już zalani. A ja jak zwykle pozostałem trzeźwy.
Zdał sobie sprawę, że dziś piwo przelewa się przez niego jak źródlana woda, nie czyniąc mu najmniejszej szkody, a tym bardziej nie przynosiło mu ulgi, ani nie uspokajało myśli wałęsających się po głowie.
Usiadł na murku i oparł głowę o sypiący się tynk. Przez chwilę czuł, że ma w sobie dość sił by wrócić pieszo do domu, jednak było to złudzenie, które rozpłynęło się równie szybko jak dym.
Zdziwił się, że wcześniej jej nie zauważył. W czerwonych włosach kryła się drobna twarz i jeszcze drobniejsze, niebieskie oczy oraz nos, po którym można było rozpoznać wszystkie córki jej matki. Była w połowie papierosa i przez dłuższą chwilę zachwycała się nieskrępowaną możliwością obserwacji nieba.
 - Korneliusz ma już dosyć?
Miał ochotę odryknąć jej by dała mu spokój i poszła palić papierosa gdzieś indziej, ale zabrakło mu sił. Wciągu ostatniego tygodnia ciągle brakowało mu energii, jakby każdy sen, złośliwie podsyłany przez los, odbierał mu sens do dalszego działania.
 - Chciałem pobyć sam.
 - Myślałam, że masz dosyć bycia samotnym.
Na śmierć o tym zapomniał. Nigdy nie przypuszczał, że nadejdzie dzień, gdy ktoś, tak prosto w twarz, powie mu, że jest hipokrytą. Oderwał się od ściany, z trudem uniósł swe ciało w górę i kilkoma nierównymi krokami podszedł do schodów, na których siedziała, by szepnąć.
 - Ciebie nie ma.
Dym leniwie unoszący się z jej papierosa podrażnił jego oczy i zmusił go do uronienia łez. Gdy przetarł oczy, po dziewczynie został tylko zapach nikotyny i zaczerwienione powietrze w miejscu gdzie chwilę wcześniej były jej włosy.
Nagle dotknęła jego ramienia. Drgnął i odwrócił się gwałtownie.
 - Ależ jestem i świetnie się bawię. - Rzuciła, uśmiechając się szyderczo. - Czasem tęsknie do dni, gdy grałam twoją siostrę, potem kochankę.
 Usiadł na drugim stopniu i przyłożył usta do butelki. Wypił kilka drobnych łyków, pozostawiając w na dnie resztkę trunku i spojrzał na nią rozleniwionym wzrokiem. Szukał sensu w jej ciągłych powrotach, jakiś przyczyn w swoim zachowaniu lub myślach, ale nie potrafił wytłumaczyć sobie czegokolwiek.
 - A kim chcesz być dzisiaj?
 - Pobawię się w nianię.
 - Rzeczywiście. Tego jeszcze nie było.
 - A może chcesz usłyszeć prawdę? - Spytała.Wiedział, że jego słowa nic nie zmienią, ale mechanicznie rzucił negatywną odpowiedź. - Nie szkodzi i tak ci powiem. Jesteś głupcem jeśli wierzysz, że wśród tych wszystkich ludzi znajdziesz kogoś, kto zrozumie cię lepiej niż ja.
 - Sam siebie nie rozumiem.
 - Pff. Kłamiesz. - Obróciła się do niego plecami i wróciła do środka. Został sam na betonowych schodach, z prawie pustą butelką piwa i wiatrem zaplątanym w jego kosmate włosy.
(...)

środa, 17 sierpnia 2011

My will is good

Żołnierze na pobliskim poligonie zaczęli strzelać. Ona zanurzyła się w liściach okolicznych krzewów by osuszyć pęcherz, więc zostałem sam na sam z dźwiękami karabinowych wystrzałów. Prawie bezchmurne niebo, od czasu do czasu, przecinały świetliste smugi spadających gwiazd, a gdzieś za moimi plecami, tuż obok torów kolejowych, setki tysięcy komarów wirowało ponad pochylonymi kłosami traw.
Chłodna, sierpniowa noc. Prawie bezchmurne niebo i jej włosy, do połowy zanurzone w miodzie, bluzka o sporym dekolcie i przykrótkie spodenki, kończące się gdzieś w połowie uda. Staje przede mną, odpala papierosa i ostentacyjnie dmucha dymem prosto w moją twarz, która jak zawsze tkwi w martwym punkcie, gdzieś na wysokości jej miękkich ust.
 - Wiesz co? Chciałbym szepnąć ci do ucha głupie dobranoc, ucałować ciepło i otulić moją kołdrą, a rano powitać uśmiechem, odgarnąć włosy z twojego czoła i pocałować je bo tuż za nim piętrzą się myśli dzięki którym oboje możemy spać spokojnie. Nie wiem czy to miłość, ale uśmiecham się za każdym razem, gdy idę spać samemu bo wyobrażam sobie ciebie obok. Może pewnego dnia, gdy wreszcie życie wrzuci cię do mojego pokoju, zawiodę się na własnych myślach, ale to nie ma znaczenia. Wszystko robi się takie małe, gdy ty leżysz obok.
 - Zabiłabym cię. Pozwoliłabym ci zasnąć, a potem bym cię udusiła. Poduszką. - Usiadła obok mnie i sięgnęła do torebki po kolejne piwo. - Albo wbiłabym ci nóż prosto w serce.
 - Też romantycznie.
Bezchmurna noc pełna spadających gwiazd i niedożywionych komarów, które od lat wyczekiwały pojawienia się ciepłokrwistych ofiar. Trzymam ręce przy sobie, zamiast jej bioder obejmuje smukłą butelkę złotej Perły i, od czasu do czasu, podnoszę ją by zalać niepokój, tlący się gdzieś w przełyku.


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Skarbiec



„W czasach republiki wszelkie dokumenty najprawdopodobniej przechowywano w skarbcu, który znajdował się w Aerarium, czyli świątyni Saturna. Opiekowali się nim kwestorzy. Ze źródeł wiemy, że składano tam uchwały senatu, zapewne ze względu na jego finansowe kompetencje.”

„Czasem czuje się jakbym miała kosz na śmieci zamiast duszy. Każdy kogo spotykam na swojej drodze wrzuca coś do niego, jakieś swoje odpadki, jakieś brudy, których ja nie potrzebuję. Nie wiem dlaczego wszyscy myślą, że mnie obchodzą, że mam dość sił by interesować się ich życiem. Ja chyba tego nie chcę Kornel.”

„To twoja dusza, sama decydujesz co do niej wrzucasz.”

„Mam w sobie mały skarbiec na wybrane wspomnienia, na złote myśli, których wartość do dziś cenię ponad wszystko. Jest tam też sporo miejsca na cytaty, które, jeśli dobrze nimi operujesz, mogą stanowić postawę twoich wypowiedzi. Trzymam tam też mały wzorzec, mały ideał życia złożony z moich marzeń. Wraz z każdym, coraz cieplejszym uściskiem jakim mnie obdarowujesz, ten drobiazg pomniejsza się bo kolejne marzenia stają się rzeczywistością nawet słodszą niż pierwotne myśli.”

„Tęsknie za czasami, gdy mogłam ci wszystko powiedzieć.”

„Lepiej mieć kilku przyjaciół z którymi możesz porozmawiać o wszystkim, niż setkę znajomych i skrywać przed nimi myśli, zastanawiać się w nieskończoność nad tym co im powiedzieć by się nie obrazili i by byli. Po co mają kręcić się po twoim życiu? Byś nie czuła się samotna, byś przez tych ludzi zapomniała jak bardzo tęsknisz za domem, za znajomymi z dziecięcych lat? Uważam, że lepiej być samotnym i wolnym od problemów innych lub chociaż obarczać się problemami ludzi wartościowych w moim życiu”

„Powiedz mi, jak ty to robisz, że ciebie śmierć nie rusza, że masz znasz wszystkich, ale nikt nie zna ciebie, że wiesz tyle rzeczy, a jednocześnie potrafisz odpierdolić ogromne głupstwo. Albo, że znikasz tak nagle podczas każdej imprezy, że masz takie mądre i złożone przemyślenia, a jednocześnie robisz z siebie durnia przed innymi. Myślisz, że jesteś w stanie kogoś oszukać?”

„Ciebie oszukałem. Wielu już się nabrało, ale nie w tym rzecz. Nigdy nie odpowiem ci na te wszystkie pytania, tak samo jak ty nigdy nie rozwiejesz moich wątpliwości. Świat zdurniał do reszty, ja nie pozostaje mu w tym dłużny, to taka riposta, zawody w głupocie. Wyścig zbrojeń pomiędzy mną, a tobą i gdzieś jeszcze na marginesie wplątała się w to reszta świata.”
„Wychodzi na to, że teraz ja przejmuje się tobą bardziej, niż ty mną. Uroczo.”

Ze zbioru setek, krótkich tekstów zapisanych na różnego formatu kartach wybrał kilka najcenniejszych i wrzucił je do torby. Ogromny stos zeszytów i luźnych kartek, pomiędzy którymi znalazło się kilka zdjęć, polał podpałką do grilla i podpalił. Płomień szybko rozświetlił listopadową noc.