Grejpfrutowy Korneliusz
- To jest Marcin. Marcin, oto Sandra.
- Cześć. Nikt was nie śledził? - Spytał i spojrzał na nich podejrzliwym wzrokiem.
- Nie pierdol tylko prowadź do siebie.
Weszli do wielkiego, szarego bloku i wjechali windą na dziewiąte piętro.
- Od dziewiątego w dół, wszystko chuja warte... Zapraszam. - Rzucił, otwierając drzwi do swojego mieszkania. W środku śmierdziało papierosami i alkoholem, w kuchni gotował się makaron, którego pilnowała jakaś szczupła brunetka o zielonych oczach. - Mamy gości.
- Widzę. Herbaty?
- Nie dzięki. - Sandra cały czas czuła się nieswojo.
- Może piwko?
Pokręciła głową, podobnie jak Tomasz. Marcin wzruszył ramionami, sięgnął do lodówki po butelkę Tatry i poprosił by przeszli do pokoju obok kuchni.
- Tomaszek powiedział mi, że ciekawi cię kim jest Wysocki.
- Tak. Odwiedził mnie kilka dni temu...- Nie chciała mu mówić w jakich okoliczność było jej dane zawrzeć tą nową znajomość. - Jestem po prostu ciekawa, kim on jest.
Chłopak otworzył piwo i napił się, a następnie, po dłuższej chwili spędzonej na wpatrywaniu się w jej oczy, powiedział:
- Opowiem ci o nim, ale nie możesz tego nikomu powtórzyć.
- W porządku. Rozumiem.
- Kornel... - Marcin odchylił się do tyłu i sięgnął po butelkę z piwem. - Nie wiem czy mogę tak to ująć, ale przyjaźniliśmy się przez jakiś czas. Poznałem go dwa lata temu, jakiś czas po maturze, gdy całe miasto pijało w plenerze. W sumie nie wiem jakim cudem znalazł się wtedy pośród moich znajomych. Był z niego niezły dziwak, lubił pić i zachowywał się jak totalny debil, ale czasem jak rzucił jakimś tekstem to wszystkim szczęki opadały... Podejrzewam, że nikt z nas go wtedy nie rozumiał. No, ale idąc dalej. Wszyscy wtedy zaczynali studia w Starym Mieście, a on poszedł chyba na filozofię.
Marcin spojrzał na Tomasza, popijając jednocześnie piwo, a ten pokiwał głową twierdząco.
- Trzymaliśmy się do listopada, on w między czasie zakochał się, czy może raczej zauroczył w Julii, która, mówiąc delikatnie, nie przepadała za nim. Zresztą, powoli wszyscy mieli go dosyć, strasznie smęcił, a do tej potrafił nagle zniknąć w połowie imprezy...
- Rozpływał się jak duch. - Dorzucił Czarkowski. - Szedł za tobą, a gdy odwróciłeś się znowu by go o coś spytać, to już go nie było.
- No. Dokładnie. Któregoś dnia też tak zniknął, z tym, że nikt nie mógł go już znaleźć, nawet matka. Później okazało się, że wyjechał z kraju i wysyłał do rodziny na wpół anonimowe listy z różnych zakątków europy.
- Jak długo go nie było?
- Podobno rok, ale Tomek twierdzi, że dłużej.
- Jesienią Beata widziała go nad rzeką, jak rozmawiał ze swoim kuzynem.
- Beata od Michała?
Tomasz pokiwał głową i po chwili dodał.
- Znam jeszcze jedną ciekawą, hm... powiedzmy, że plotkę. Kojarzysz Martę ode mnie z grupy, którą zaprosiłem razem z Malwiną do klubu?
- Dziewczyna z Lublina?
- Dokładnie. Podobno Marta widziała Malwinę z jakimś chłopakiem w szarej kurtce i szarej czapce z czarnymi paskami.
- To mógł być każdy...
- To był Kornel i to było na początku listopada. - Głos Marcina przepełniała stanowczość. - Wydaje się, że od listopada jest znów w mieście. Tyle wiem, jeśli według ciebie to za mało, to możesz zwrócić się do jedynej osoby, która znała go naprawdę dobrze.
Sandra przełknęła ślinę.
- Powiedz mi, czy lubił kłamać by zdobyć kobietę?
- Nie przypominam sobie. - Marcin odstawił piwo. - Słuchaj, w Bydgoszczy mieszka jego była dziewczyna, Marlena, ona na pewno ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Możesz też spróbować z Hektorem, jego kuzynem, ale nie jestem pewien czy znajdziesz go jeszcze w mieście.
- Beata twierdzi, że wyjechał.
Marcin wzruszył ramionami.
- Jest jeszcze Anka, jego kolejna kuzynka. Zresztą, nie masz co liczyć na to, że któryś z nich się jakoś mocno rozgada na temat Kornela. Tacy już są, pilnują swoich tajemnic przed innymi.
- Rozumiem.
Sandra była zmieszana, nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Gdy wracała z Tomaszem do Starego Miasta, zauważyli wysoki słup dymu unoszący się ponad dachami.
- O mój boże. - Zawołał ktoś, stojący przed nimi.
Wychyliła się by spojrzeć pomiędzy ludźmi. Stary Teatr zamienił się w wielką główkę zapałki, skąpaną w płomieniach.
- Ja pierdole. - Tomasz złapał się za głowę. - Pożar w teatrze... Co się dzieje z tym miastem?
- No właśnie. - Pomyślała. - To chyba jakiś koszmar.
Dwóch chłopców bawi się na śniegu w Zakopanym. (Źródło jak widać Narodowe Archiwum Cyfrowe)
-

