Kto się pasie na dobrobycie, który rozsiewamy wokół siebie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy?
![]() |
| Królestwo chleba |
O ile owady czy bakterie żyjące w naszym najbliższym otoczeniu, raczej nie rzucają się w oczy i funkcjonują ponieważ nie mamy ochoty dokładnie sprzątać po sobie, o tyle jeden, specyficzny gatunek, upatrzył sobie wyjątkowe miejsce w ekosystemie. Nie wiedzieć dlaczego tak wybitna istota jaką niewątpliwie jest człowiek rozumny, dała się omamić zwykłemu ptaszysku i dokarmia je przy każdej okazji.
Gołębie są na nas wściekłe. A szczególnie na tych, którzy korzystają z usług elektronicznej poczty czy sieci komórkowych. Ludzkość zbyt szybko się ich pozbyła i przez to musiały znaleźć inny sposób by wywalczyć sobie dogodne miejsce przy stole, na którym po każdym posiłku pozostawiamy resztki. Nie ma się co dziwić ich wściekłości, gołębie doskonale zdawały sobie sprawę z wygód doznawanych przez świnie, krowy czy inne domowe zwierzęta, którym nigdy niczego nie brakowało.
![]() |
| Gotów do ataku |
Dziś trudno znaleźć w mieście miejsce, w którym nie czaiłaby się banda gruchających towarzyszy, łaknąca jedynie przypuścić szybki, dywersyjny atak, na nieprzygotowaną ofiarę. Gołębie, choć obcują z nami dość krótko, błyskawicznie rozpoznały nasze mocne i słabe strony. Łatwo odkryły fakt, że czubek głowy to nasze najwrażliwsze miejsce, a w dodatku często bardzo słabo chronione przez ubranie i znajdujące się poza zasięgiem dociekliwych oczu.
Teraz wystarczyło opracować odpowiednią strategię, która stałaby się źródłem ludzkich cierpień. Ptasie móżdżki nie musiały wiele kombinować by przygotować swą śmierdzącą zemstę.
![]() |
| Taki trochę kanibalizm |
Nie wiadomo dlaczego ludzie zaczęli dokarmiać te upiornie żarłoczne zwierzęta. Legenda głosi, że pewien zły książę pragnął zagłodzić swoich podanych, więc całą zawartość miejskich spichlerzy wyrzucił na brukowany plac. Wtedy zleciało się ogromne stado ptaków i rozpoczęło wielką ucztę. Po wielu godzinach wszystkie ptaki posiliły się i odleciały, prócz gołębi, które jadły tak długo, aż zdechły. W ten sposób plan księcia się nie powiódł, bo poddani zamiast chleba, mieli faszerowane gołąbki.
![]() |
| Tak, to budynek gdańskiej Wielkiej Zbrojowni |
Wiadomym jedynie jest to, że ludzie rzucają okruchy chleba lub resztki po obiedzie, na pożarcie gołębi, by kilka godzin później kląć, bo za oknem nagle zrobiło się biało (jakby resztki śniegu zsunęły się z dachu), a świeżo umyty samochód, przystrojony został w cuchnącą maseczkę.
Moja prababcia mawiała mi, że nie należy marnować jedzenia i jeśli po naszym obiedzie zostały resztki, trzeba je oddać ptakom. A może lepszym wyjściem byłoby dostosowanie ilości przygotowywanego przez nas pożywienia do naszych aktualnych potrzeb? Może nie wyeliminuje to problemu głodu na świecie, ani wyraźnie nie zmieni światowych statystyk, ale przynajmniej nasz domowy budżet nieco odetchnie.




