Nawigacja
~ Początek ~ #1 ~ #2 ~ #3 (jesteś tutaj)
*** Pani F. ***
Każdy w życiu przechodzi jakieś, bardziej lub mniej, traumatyczne momenty. Najczęściej uderza nas śmierć, zawsze zbyt nagła, zawsze krzywdząca. Ucieklibyśmy od niej, gdyby tylko było to możliwe. Niestety, niekiedy zdarza się tak, że to co złe i nieprzyjemne, piętrzy się i spada na nas niczym lawina. Zwykle człowiek, którego los gwałtownie obdarł ze szczęścia, traci równowagę i popada w głęboką depresję.
Była magistrem lingwistyki, uczącą, ni mniej ni więcej, tyle lat, ile ja miałem szczęście chodzić po świecie. Podbijała serca swych uczniów szczerym, sympatycznym uśmiechem i zachowaniem, które nijak nie pasowało do charakterystyki typowego belfra.
Gdy ją poznałem, zastanawiałem się, dlaczego ta średniego wzrostu kobieta, zawsze ubiera się na czarno i nosi przynajmniej dziesięciocentymetrowe szpilki. Potem usłyszałem jak wspomina o śmierci brata, który był dla niej ważny. Kilka razy przyszło mi słuchać jak opowiadała o swym dzieciństwie, spędzonym w zaciszu toruńskich parków, gdzie, jako bardzo młoda dziewczynka, bawiła się całymi dniami.
Próbowała nas uczyć języka, ale nikt z nas nie miał w sobie dość skrupułów by domagać się wiedzy z podręcznika. Ciekawiło nas to, co nauczycielka mówiła prosto z serca, więc opowiadała nam o swoich studiach, o rodzinie i przyjaciołach, o smutku i momentach, gdy jest jej ciężko. Wkrótce staliśmy się jej ulubioną grupą, która przez całe zajęcia słuchała i dyskutowała nad osobistymi wynurzeniami nauczycielki.
Przez dwa lata obserwowałem lawinę, osuwającą się na jej głowę. Gdy śmierć zabrała kolejną, ważną dla niej osobę, wszystko runęło. Rozwiodła się z mężem, rozbijając rodzinę. Została okradziona ze sporej sumy, a także pożegnała się z pracą, gdyż wyszło na jaw, że niespecjalnie dobrze nas uczy. Pół roku bolesnego upadku w najciemniejszą przepaść.
Widziałem jak walczy z goryczą, zatruwającą jej myśli. Widziałem łzy, gniew i szaleńczy śmiech, niosący ze sobą echo rozpaczy. A mimo to miała dość sił, by przychodzić do szkoły i próbować wnieść nam coś do tych pustych głów.
Wierzę, że byliśmy dla niej pewną formą pocieszenia, że, dopóki widywała się z nami, mogła czuć, że jest jeszcze miejsce na ziemi, gdzie może poczuć się dobrze. I choć czasem bywaliśmy bezczelni, a ja popisywałem się raczej swoją głupotą i lenistwem, niźli elokwencją i kulturą osobistą, to jednak nam najtrudniej przyszło godzić się z faktem zmian i odejścia naszej ulubionej "pani".
Teraz, gdy czuję, że każdy mój krok zdaje się prowadzić do katastrofalnej porażki, przypominam sobie ją i jej ciemne włosy lub grymas niezadowolonej twarzy. "I, Ty, młody chłopie, masz w życiu problemy?". Natychmiast przypominam sobie, że nie mam bladego pojęcia o trudach życia, a wszystko, co mnie do tej pory spotkało, jest tylko błahostką, przystawką, przed głównym daniem, które niebawem zaserwuje mi los.
(chyba wessało mój komentarz)
OdpowiedzUsuńCzyli nauczyła końcem końców bardzo wiele,prawda? Szkoda mi zawsze takich ludzi... bardzo...
No jest Twój komentarz, chyba, że gdzieś indziej go dodałaś.
UsuńNauczyła, a i owszem, ale mimo to wyrzucili ją z pracy. Ludzkie dzieje bywają bardzo okrutne i potrafią nauczyć wiele pokory. Trzeba umieć radzić sobie z problemami.