1.
Jako, że od jakiegoś czasu wspieram działania bydgoskiej grupy literackiej NEON w minioną sobotę udało nam się zorganizować piknik literacki, który miałem przyjemność, wraz z Kasią Dobucką poprowadzić. Mimo tego, że większość z nas nie miała okazji by w pełni zaangażować się w przygotowania (sesja, obrony, licencjaty, wyjazdy, powroty), to wszyscy zgodnie przyznaliśmy, że ta odważna inicjatywa całkowicie nam się udała.
Były ciasta, było trochę słońca, było dużo wody i plastikowe kubeczki. Na linkach do prania powiesiliśmy prace z dyplomu Justyny oraz niejakiego Andrzeja, rysownika amatora, zaprzyjaźnionego z NEONem. To sprawiło, że zainteresowaliśmy sobą spacerowiczów, co chwilę ktoś podchodził, a my wręczaliśmy im ulotki.
Spotkanie rozpoczęliśmy krótko po godzinie szesnastej i na moje usta spadł zaszczyt, tudzież obowiązek, powitania zgromadzonych. Cóż... coś tam wybełkotałem, a J. to nagrała i później pokazywała jak się "pultoczę" z naszym ojczystym językiem. Nauczka na przyszłość - przemyśl dobrze co chcesz powiedzieć.
Później przeczytałem swoje wiersze i opowiedziałem trochę o slamie poetyckim. Następnie głos zabrały dziewczyny. Jeśli ktoś wstydził się przeczytać swoją twórczość, byliśmy skłonni zrobić to za niego. I tutaj kolejne cenne doświadczenie na przyszłość - pamiętaj by zawsze przed występem przygotować teksty, tak, żeby Kasia nie musiała biegać i szukać w wierszy w starych wydaniach Neona*.
Zaskoczyła mnie moja własna postawa. Otóż, w ogóle nie odczuwałem strachu, nie denerwowałem się tak jak kiedyś, przed pierwszym publicznym występem. Podziwiam też poziom zapału i wolę jaka drzemie w Kasi Dobuckiej, która, choć upiera się, że jest nieśmiała i, że nie chce, to gdy już się rozkręci, jedynie deszcz może ją powstrzymać.
Jestem też dumny z Justyny, którą pewna pani spytała o wywieszone prace. Doświadczona swoją własną obroną, teraz swobodnie mówi o swych dziełach, bez cienia skrępowania czy skromności, jak prawdziwa artystka, a zarazem robi to na tyle jasno, że każdy może ją zrozumieć.
Zresztą, nie będę ukrywał, ja nie nadaję się do publicznych wystąpień, ale pcham się na nie odważnie, bo to sprawia, że wychodzę z tej pieprzonej strefy komfortu. Wielu ludzi potrafi to robić znacznie, znacznie lepiej ode mnie, ale nie mają odwagi stanąć na środku i spojrzeć widowni w twarz. A to jest tak szalenie emocjonujące!
Wnioski na przyszłość? Tyle samo zapału, jeśli nie więcej, tyleż pomysłów i odwagi, więcej przygotowania w ostatnim etapie, dopięcia szczegółów i będzie idealnie. Także, jeszcze raz dzięki za przekucie mojego szalonego i, wydawałoby się, nierealnego pomysłu, w czyn. Udało nam się! :)
A na potwierdzenie mych słów, linki do filmów, bo jakoś blogger nie chce ich załadować bezpośrednio...
Tutaj można zobaczyć jak to wyglądało.
A tak to brzmiało... (choć czasem bez megafonu).
*Neon to pismo literackie wydawane przez grupę literacką NEON własnym kosztem. Jest to idealne miejsce dla debiutantów i amatorów, bo każdy, kto coś tworzy, może się tam pokazać.
2.
![]() |
| Gdynia, Wiadukt przy ulicy Śląskiej, niedaleko dworca Gdynia Główna |
![]() |
| Projekt: J. Hołubowska, wykonanie: J. Hołubowska, J. Jarza |
Wrzucam tutaj, bo J. nie ma teraz internetu. Mam nadzieje, że mnie za to nie zabije...
3.
Wyprowadziłem się z Torunia. Zdałem ostatni przedmiot, który uporczywie uniemożliwiał mi całkowite oderwanie się od tych przeklętych studiów i jestem teraz wolny. Nie wiem kiedy będę bronił swoją pracę, być może w październiku, gdy wszystko będzie już stracone.
Na kolejnym, samotnym spacerze, który urządziłem sobie z okazji wakacji, moje rodzinne miasto wydało mi się nieruchome, skazane na zagładę poprzez wzrost liczby nic nieznaczących osób. Moje osiedle stygło po całodziennym przysmażaniu. Dopiero teraz ludzie pootwierali okna, ktoś głośniej puścił muzykę. Dopiero teraz dwie kobiety umówiły się pod wejściem do kamienicy, gdzie mieszkach ich koleżanka. To lokalna, towarzyska, święta trójca. Te baby wiedzą o wszystkim, co dzieje się w okolicy.
Przechodziłem akurat obok i usłyszałem strzępki ich rozmowy. Domyśliłem się o czym plotkowały. Chodziło o dziewczynę, która dorastała na mojej ulicy, która bawiła się razem z nami i, która wyniosła się stąd mniej więcej w tym samym czasie co ja.
Jakiś czas temu usłyszałem, że zrobiła krzywdę niemowlakowi, które, co gorsza, było jej dzieckiem. Świat zwariował do reszty, uciekł daleko od zwyczajności, na rzecz irracjonalnych działań. Znałem ją, może nie była najpiękniejsza i najbystrzejsza, ale wydawała mi się taka zwyczajna, niezdolna do zła, do patologicznych zachowań.
Ale, może to wszystko to plotka, może ludzie tak tylko gadają, ale nie znają faktów, nie wiedzą co ta dziewczyna miała w głowie? Bardzo łatwo przychodzi nam oceniać. Ja się od spekulacji odcinam, jest mi jedynie przykro, że osoba, którą kiedyś znałem popadła w takie kłopoty.
Oczywiście myśli nie pozwoliły mi zasnąć obojętnie. Dręczyłem się pytaniem, co będzie z nami wszystkimi? W jaką stronę podążą moi znajomi? Wiem co się stało z ludźmi, z którymi dorastałem. Widziałem ich żywot, który sam uznałbym za tragiczny, ale oni podchodzili do niego raczej swobodnie. Widziałem samorealizację. Słyszałem o sukcesach, ale przecież to tylko czubek góry lodowej. Na każdy zarobiony pieniądz przeważnie przypadają dwa wydane. Każdy uśmiech kosztuje wiele godzin łez albo garść posiwiałych włosów.
Teraz skończyłem trzyletnią przygodę z uniwersytetem w Toruniu. Poznałem bardzo wielu ludzi, którym pragnę tutaj podziękować, niezależnie od tego jakie łączyły nas relacje i czy mnie pamiętacie, czy nie. Wydaje mi się, że wiem jakimi ludźmi staną się po opuszczeniu murów UMK, ale jednak wciąż mam w sercu niepokój, jakby to były moje dzieci, czy coś...

