" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą improwizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą improwizacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 sierpnia 2012

Kwaśny strzał


Kwaśno w ustach. To pierwszy znak, że coś jest inaczej. Dołóż światłowstręt i szybko oswój się ze świadomością, iż, być może, wczoraj przekroczyłeś jakiś rubikon i wziąłeś w okupację jakąś rzymiankę. Warto zadać sobie nieco trudu i zbadać najbliższe otoczenie, uchylając przynajmniej jedną powiekę. Gdzieś w pobliżu zawsze jest woda, jeśli nie w butelce, to w kranie, w sedesie lub rynnie. Kwas w ustach ustępuje stopniowo, a zanika dopiero po trzecim piwie, ale teraz nie ma co zaprzątać sobie tym głowy. Są ważniejsze sprawy, jak choćby namiastka Wenus, która majestatycznie rozrzuciła się na całe łoże, korzystając z naszej nieobecności. Ponownie, warto zadać sobie nieco trudu i zadbać o odpowiednie nawilżenie organizmu, a jeśli przepełnia nas energia, można sprawdzić jak nonsensownym pomysłem jest próba wydzielenia skrawka legowiska dla siebie.
Kwaśność w ustach nie odpuszcza. Podobnie nasza wyśniona Wenus. Wtedy naprawdę warto usiąść na podłodze i nie próbować już niczego. Przy czwartym lub jedenastym wdechu, do stacji w naszej czaszce dociera nocny pociąg ze świeżą dostawą wspomnień. I nie mamy już wątpliwości, skąd w naszej Wenus taka odmiana i skąd, w miejsce rozkosznej czułości, nagły napad gniewu i przerażenia. Kwas w ustach ustępuje stopniowo i wszystko staje się oślepiająco jasne. Warto zmrużyć oczy by nie stracić wzroku, gdy nasza Wenus, ogromnie niezadowolona z pierwszej homoseksualnej przygody, ciśnie w nas stanikiem i zbudzi cały wieżowiec panicznym krzykiem, godnym Madame Butterfly. Jakimś cudem fakt, iż nagle jesteśmy dziewiętnastoletnią dziewczyną, schodzi na margines, teraz liczy się wyjście cało z opresji.



poniedziałek, 28 marca 2011

Nietypowo

Dziś garść poezji stworzonej późnym wieczorem po powrocie z małej imprezy.


Rozpuszczalnik

Jak witamina w szklance wody
wydalasz z siebie małe bąbelki duszy
tak się suszy w Tobie wina
tak po uszy toniesz w szklanej burzy

Kto pierwszy się rozpuści?
Możesz posłuchać jak sumienie płacze
bo nie znalazło odpowiedzi
bo znów wszędzie widzę czarne płaszcze

Myśli wytrącają się powoli
Stracisz równowagę jeśli się pogodzisz
ale zyskasz na pewno wiele
w końcu biel od czerni oddzielisz

Czarne płaszcze na Szczytnej
Upiorne zabawki w wietrznych dłoniach
Na mnie już pora
Poczuj wreszcie lekkość w stopach

           ***

Dorobek

Nie może być już piękniej
na dzień przed planowaną apokalipsą
ja mam miłość w ramionach
i nie może zmienić tego nikt już

Chciałem tego od zawszę
teraz mam to na wyłączność
świat skończy się
a my pozostaniemy zakochani
Młodzi, dumni i nierozumiani
w zupełności mi to odpowiada.

Wszystkie te szczeniackie pytania
są jak niekończąca się rozmowa ze skałą
od której tylko głupcy oczekują odpowiedzi
życie cenniejsze jest od śmieci
choć ku niej nas pędzi
jak bydło do rzeźni.

A może brak komuś szczęścia
wymyśliliśmy filozofię, to samo się napędza
stawiać pytania, błądzić wśród odpowiedzi
i wynieść z tego tylko wątpliwości,
które przetrwają lata
dla potomności.

   ***
Lista


Ostatniej zimy spaliłem wszystkie książki,
gówno w nich było.

Chciałbym wyczyścić swój umysł
i zapełnić go podług listy:

Kilka filmów, na pewno "Donnie Darko"
albo "Dzień świra"

Parę płyt, coś z Pink Floyda
i nagrania Dżemu.

Może z dwie powieści, Stanisława Lema,
albo Oscara Wilda

i na koniec dodałbym dobrą radę
być ignorantem.

    ***

 Dzieci

Korneliusz dobre dziecko
przestań w kółko czytać sagi syberyjskie
wyjdź na ulice, zagraj w klasy,
poskacz po oponach,
polej kota rozpuszczalnikiem
i podpal...
Baw się jak normalne dzieci

(był dalszy ciąg, ale chujowy raczej)