" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacyjne. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2011

Piwo wzmacnia pustkę

UWAGA!


Czytelniku wkroczyłeś na gęste wody! Wszystkie wcześniejsze posty powstały w zamierzchłych czasach, gdy Filip nazywał siebie Ponocjuszem i miał o wiele mnie sensownych przemyśleń w swej głowie. Udajesz się tam na własną odpowiedzialność. Proszę, nie bij mnie za te głupoty.





Wróciłem do miejsca, w którym byłem kilka miesięcy temu. Pisałem wtedy, że przeniosłem się do Torunia, ale w tym samym momencie pojawił się powód by chcieć wciąż wracać do domu. Teraz mam odwrotnie. Chcę wyjechać i nie myśleć. Pogodzić się z tym co złe.

Dobrze wiem, że alkohol nie pomaga mi w zwalczaniu cierpienia, a raczej je rozrzedza, sprawiając, że staje się trudniejsze do okiełznania, ale mimo to spożywam go z nadzieją na poprawę.

Mniejsza.

Wracam do pracy nad "książką".

sobota, 11 czerwca 2011

Pachnie zielenią

Powstała Samowola Budowlana czyli skromny kolektyw poetycki.
O tym spontanicznym projekcie wkrótce napiszę więcej. Mam co do niego wielkie plany, które zamykają się w stwierdzeniu, że nie mam pojęcia co z tym dalej zrobię. Zwyczajnie w tej chwili nie mam czasu się tym zająć.

Jak widać ostatnio powróciłem do poezji, ale zdaje mi się, że jest to tylko chwilowy zwrot z racji braku czasu i cierpliwości do pisania dłuższych form. Skąd wziąć tą siłę do tworzenia długich opisów i dialogów? Naprawdę każde słowo to "góra rezygnacji".

Spróbujcie sobie wyobrazić jak nudnym przedmiotem nauki może być historia archiwów polskich. Ja próbuje. Głowa mnie boli, a jeszcze nic nie ruszyłem na dobre.

Prawdopodobnie ostatecznie rozdzielę się na dwa blogi. Na tym będę publikował własne przemyślenia. Jak widać ponownie zmiana nazwy bloga, mam nadzieje, że już ostatnia.
Natomiast poszukiwaczy mojej twórczości (żenującej, no ale jednak jakby ktoś chciał się pośmiać) odsyłam na Samowolę.

I nie pytajcie mnie skąd ja biorę takie pokręcone nazwy dla blogów, projektów. Tytuły wierszy i opowiadań też tworzę dziwne i pokręcone.


Kłaniam się.

niedziela, 1 maja 2011

Ostatnia wieczerza (+ kilka spraw organizacyjnych na dole)

Ojciec Michalski jadł ostatnią wieczerze w swoim życiu w towarzystwie chłopaka o bujnych włosach.
 - Lubisz znajdować groszek pomiędzy zębami? – Spytał nagle, przerywając ciszę, która towarzyszyła im już od kilkunastu minut.
 - Nie sądzisz, że to pytanie jest trochę nie na miejscu? – Spojrzał na niego wymownie.
- Świadomość to przytłaczające brzemię, prawda?
Ksiądz wydłubał językiem kawałek grochu ze szczeliny między zębami i uśmiechnął się.
 - Chyba się dziś nie najem.
 - Niestety.
 - Więc nie ma sensu bym pchał w siebie wszystkie te pyszności. – Odłożył talerz i podszedł do kredensu. Wrócił do stołu z butelką koniaku i dwoma szklankami.
 - Napijesz się ze mną?
 - Trzymałeś tę butelkę trzydzieści lat. Jestem pod wrażeniem, że udało ci się żyć we wstrzemięźliwości przez tak długi okres.
 - A ja nie jestem zadowolony. – Ksiądz otworzył butelkę i napełnił szklanki. – Wiesz czego żałuje?
 - Niczego nie powinieneś żałować. Żyłeś najlepiej jak potrafiłeś, byłeś dobry dla innych i oni byli dobrzy dla ciebie.
 - Żałuje, że nigdy już nie zobaczę Danuty. – Stwierdził odstawiając pustą szklankę.
 - Ci którzy odchodzą mogą wrócić jedynie w naszej pamięci.
 - Dlaczego tak jest? Dlaczego nasze życie to tylko lśnienie? Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć, po co zadawać sobie tyle trudu by stworzyć coś tak ulotnego jak ludzkie istnienie?
 - Spójrz na to, drogi ojcze, przez pryzmat ulotności sztuki. Człowiek to rysunki kreślone patykiem na piaszczystej plaży, które trwają dopóki nie zamaże ich następna fala. Według ludzi, życie to najbardziej złożony proces jaki kiedykolwiek poznano, na który składają się miliony drobnych szczegółów, subtelnych i złożonych zarazem. Jednak dla mnie to wszystko jest niczym innym jak ulotnym pięknem.
 - Więc to wszystko nie ma sensu?
 - Człowiek nie jest w stanie ogarnąć bezkresu swoich możliwości i zarazem nie ma szans by pojąć dlaczego tak funkcjonuje świat. Ja tylko upraszczam, byś mógł ojcze, uświadomić sobie jak niewiele ode mnie zależy.
 - Nie chcesz być bogiem, prawda?
 - A mam powód by chcieć nim być? Nie prosiłem o to, chciałem tylko umrzeć, a zostałem zawieszony między światami jako administrator życia i śmierci.
 - Chciałbyś być znowu człowiekiem?
 - Może. Nie mam siły na cokolwiek. To wszystko sprawia, że jestem bardzo zmęczony.
Chłopak wypił trochę koniaku i nagle uświadomił sobie, że i on nie pił już od ponad 45 lat. Ojciec Michalski ponownie napełnił swoją szklankę i stwierdził:
 - Jedni mówią, że życie to próba, swoisty wstęp do wieczności. Inni mówią, że po śmierci żyje się w ludzkiej pamięci, a ja już nie wiem jaka jest prawda.
 - Nie ma prawdy. Nie ma nic. Wszystko zabiera i rozmywa fala.
 - To smutne. Smuci mnie to okrutnie.
 - Tyle lat wierzyłeś, że jest coś. Przykro mi, że się zawiodłeś, choć tego nie rozumiem. Miałeś piękne życie, nie bez powodu jestem dziś przy tobie.
 - Może miałem piękne życie, ale się skończyło. I nie ma nic więcej.
 - Została ci jeszcze ta chwila, gdy stoisz na granicy światów i rozmawiasz ze mną.
 - Możesz coś dla mnie zrobić?
 - Nie. Dusze, który odeszły już nie powrócą. Tych ludzi już nie ma.
 Zawiódł się.
 - Zabiorę cię w jedno miejsce.
Jego oczy poraził nagły błysk. W jednej chwili półmrok plebani zamienił się w gorący poranek. Zmrużył oczy i ujrzał kilka zielonych kikutów tonących w złocistym podłożu. Z początku wydawało mu się, że są to kaktusy rosnące na bezkresnej pustyni. Dopiero, gdy jego oczy przyzwyczaiły się do światła dziennego zrozumiał, że są na ogromnej polanie porośniętej żółtą trawą i drobnymi drzewkami. Ksiądz rozejrzał się i spostrzegł, że jego towarzysz stoi pod wielkim, rozłożystym drzewem, które dominowało nad okolicą. Podszedł do chłopaka powoli rozkoszując się zapachem polnych kwiatów i spytał.
 - Co to za miejsce? Jest tu tak cudownie.
 - Ludzie różnie je nazywają, ale…
 - To raj? – Rzucił natychmiast pierwszą myśl, która zaiskrzyła w jego głowie.
 - Powiedzmy. Usiądź.
 - Ale, ta trawa, te drzewa. – Usiadł i chwycił w dłonie źdźbło trawy. - One wydają się takie normalne, a z drugiej strony są takie… wyjątkowe, inne.
 - To Ilia, protoplastka Ziemi. Stworzono ją wcześniej, lecz ludzie na niej wyginęli. Dlatego jest tutaj tak dziko i naturalnie.
 - Jesteśmy na innej planecie? – Rozejrzał się zaskoczony. Rzeczywiście, drzewo pod którym usiedli miało liście o nieznanym mu kształcie. Rurkowate i podłużne, przypominały rozciągnięte zielone kluski, które wisiały na długich, jasnobrązowych gałęziach. Dotknął prawą ręką pnia by zbadać korę. Miała niewiele bruzd, była raczej stosunkowo gładka i śliska, jakby wypolerowana.
 - To zabezpieczenie przed mrówkami. – Stwierdził rozczochrany chłopak. - Owady na tej planecie są wyjątkowo żarłoczne.
Duchowny przymrużył oczy i oparł się o drzewo. Chciał o coś spytać, ale chłopak go uprzedził.
 - Tak. Zamknij oczy i wyobraź ją sobie. Przyjdzie do ciebie w myślach. Porozmawiacie. To jedyny sposób.
Ksiądz zamknął oczy. Po chwili na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech.
 „Strach przed nicością. Jak daleko od tego są problemy codzienne zwykłych ludzi. W co się ubrać, z kim się napić.”
Rozmowa z ojcem Michalskim zaszczepiła w nim nowe pokłady siły. Zaczął się nawet zastanawiać czy nie spróbować wprowadzić pewnych zmian w świecie, który zastał, łamiąc tym samym wszystkie ciążące na nim nakazy.
 - Masz w sobie tą niegasnącą energię synu. – Odwrócił głowę. Ksiądz wstał z ziemi i zbliżył się do niego. – Musisz pogodzić się ze swoim przeznaczeniem.
 - Dziękuje. Dziękuje za wiarę.
Twarz ojca Michalskiego rozsypała się w proch, który jednym podmuchem został rozrzucony przez wiatr.
 - Pulvis et umbra sumus.


Większy fragment tego co naskrobałem dzisiaj do założeń z założeń powstałych wczoraj. Pisałem na kacu, spodziewam się ogromu błędów i ogólnie to wszystko pójdzie jeszcze w przeróbkę.
Pomyślałem, że dopisze dalszy ciąg chwiejnej rzeczywistości (która też wymaga poprawek) i w taki sposób powstał ten oto tekst ćwiczeniowy.
Kolejna sprawa - zbliżają się juwenalia czyli miesiąc wyjęty z życia i tak się składa, że gdy wracam do życia zaczyna się sesja. Także możliwe, że to ostatni lub przedostatni dłuższy (ambitny?) tekst. Wrócę do tego latem jak wszystko ogarnę.
Przerwa w notkach długich notkach nie oznacza, że będzie tu pusto. Postaram się wrzucać chociaż wiersze lub jakieś przemyślenia. Mam parę felietonów także nie ma się czym martwić :)

No i ogólnie posucha u innych jest. Co tu zaglądam to nie mam co czytać. Chyba będę musiał was jakoś zmobilizować.