" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2014

Pierwotna reakcja

Powonienie na pewno jest czymś pierwotnym. Z powodu choroby, która okaleczyła mi ten zmysł w dzieciństwie, nie poznałem wielu zapachów towarzyszących okresowi dojrzewania. Teraz, gdy próbuję leczyć tę nieznośną przypadłość, poznaję świat na nowo.
Kicham od dziecka. Od przedszkola, mówiąc dokładniej, muszę zawsze mieć przy sobie chusteczki. Z tego okresu pamiętam niewiele, prócz mojej słabej odporności, która notorycznie zwalała mnie z nóg i twarzy kolegów, z którymi przyszło mi później dorastać.
Mimo to specyficzny, słodkawy zapach, który unosił się we wnętrzu przedszkolnych sal, utkwił mi w głowie do dnia dzisiejszego, gdy, zapewne jakiś zupełnie przypadkowy składnik powietrza, ponownie pobudził właściwe połączenie w mózgu.
Z początku pomyślałem, że to głupota. Nie byłem pewien, czy wtedy czułem jeszcze zapachy. W dodatku mogłem przypuszczać, że to co poczułem odnosi się do jakiegoś innego okresu mojego życia, bo przecież nie straciłem tego zmysłu całkowicie. Był on jedynie mocno upośledzony, okrojony i niezdolny do uchwycenia drobnych subtelności.
Ale nabrałem pewności, kopiąc na zapleczu umysłu w poszukiwaniu powiązanych wspomnień. Wśród kilku, poszarpanych scen z tamtego życia, utrwalił się też skrawek wspólnego obiadu i kompotu stojącego na stole.

Trochę przeraża mnie to, że bez trudu odnajduję wspomnienie z przed piętnastu lat, a mam problem, żeby zapamiętać tych kilka rzeczy, które muszę kupić w sklepie dwie przecznice dalej.

niedziela, 8 czerwca 2014

Jakieś gry

Z okazji trzydziestych urodzin najpopularniejszej gry wszech czasów, postanowiłem opisać swoją historię związaną z grami komputerowymi. Wspomnień mam wiele, więc zawrę tutaj tylko te najwyraźniejsze.
Z okazji trzydziestych urodzin najpopularniejszej gry wszech czasów, postanowiłem opisać swoją historię związaną z grami komputerowymi. Wspomnień mam wiele, więc zawrę tutaj tylko te najwyraźniejsze.
Contra. Pierwsza gra, która mnie pochłonęła.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Przystankowy ekstrakt

W skrócie wielkim:

 - Pociąg wypchany po sam sufit, mało brakowało, a jechałbym na dachu. Ludzki Tetris i takie tam. Ludzie różni, punki, metale i anarchiści, byli też rasiści, naziści i lesbijki. Gitary, alkohol (także własnej produkcji, wyjątkowo dobry) i niezliczone ilości tekstów, które rozbawiły mnie do łez, a których oczywiście nie zapamiętałem.
No może poza jednym zwrotem - Ja jestem tak blada, że nawet z nazistami wygrywam zawody w "kto jest bardziej biały"
 - Kostrzyn to bardzo, ale to bardzo odległe miasto. Podróż trwała niemiłosiernie długo, a gdy już dotarliśmy na miejsce, okazało się, że wysiadło nas kilka setek, jeśli nie tysięcy. Oczywiście musieliśmy się zgubić, dzięki czemu odnaleźliśmy kilka ciekawych sklepów z alkoholem, a ja mogłem zjeść śniadanie.
 - Mimo tego, że w tym roku przystanek dostał dodatkowe tereny i tak było ciasno. Przyjechałem w środę rano, impreza ruszyć miała następnego dnia, a jednak wszędzie stały namioty. Po dwukrotnej zmianie miejsca obozowania osiadłem niedaleko kranów i, jak się później okazało, przystanka Jezus. Pięknie.
 - 12 piw za 21 złotych, bierzemy 40, do tego obiad i kolacja razem 10 złotych. Jestem w raju?
 - Pijemy, taplamy się w błocie. Później postanowiłem przejść się i poszukać jakiś znajomych. Trafiłem na Frikolekcje w ASP, podczas których uczono gry na gitarze. Było przednio.
 - Wzruszający początek festivalu, Jurek Owsiak wśród tłumów przeczytał list od Prezydenta. Miałem ciarki, gdy nad moimi głowami Iskry tworzyły wielkie serce na niebie, a łzy napłynęły mi do oczu, gdy dwa ponaddźwiękowe Jastrzębie przemknęły tuż nad sceną.
 - Koncerty - Zbiorczo - Łydka Grubasa na małej scenie - było śmiesznie, Luxtorpeda - jest moc, brzmią tak dobrze jak na płycie, Kontrust - dużo lepsza zabawa niż na ich ostatnim występie, ale to zapewne przez to, że impreza większa. Prodigy - trochę nie pasowało do klimatu imprezy (dla nich ustawiono barierki, dodatkowe kabiny by mogli sobie w nich cały czas siedzieć, a gdyby spadł deszcz to trzeba by rozłożyć dywan by nie musieli iść po mokrej trawie) Łąki łan - zmiótł, Skindred - zmiótł, Projekt Republika - stałem w samym środku, ogromna dawka energii i niesamowite wspomnienie, poczułem namiastkę tego co mogli czuć moi rodzice, gdy Grzegorz C. jeszcze żył i miał się dobrze.
 - Free Hugs - Spacerując z piwem po okolicy przytuliłem chyba z pięć dziewczyn i kilki chłopaków. Wszyscy byli tak niesamowicie pozytywnie nastawieni do życia.
 - Różni ludzie - Najdziwniejsze, szczerze i życiowe historie wypowiadane z ust ludzi tak odmiennych jak tylko można sobie to wyobrazić. Tuż obok mojego namiotu znalazł się - weteran z Iraku, który co rok oddaje krew bo podczas, gdy był operowany zużyto dla niego 4 litrów krwi. Nie pił, niedosłyszał, ale chętnie opowiadał o tym jak ciężko przyszło mu żyć po powrocie do domu i, częściowym, do zdrowia.
Kilka kroków dalej, 16 letnia, ale bardzo dojrzała dziewczyna, przyjechała sama, aż z Warmii, jej ojciec został pobity na śmierć dwa tygodnie temu, a w dzieciństwie miała problemy z kręgosłupem (rozszczepienie kręgosłupa) Niesamowicie silna, nosząca glany i pasjonująca się perkusjami, Anna. Z uśmiechem ją wspominam. Jeszcze dalej, dwa namioty za moim, leżał mężczyzna, któremu ukradli plecak. Cały czas się śmiał, był na 10 przystankach, służył w pokojowym patrolu kila razy, ale teraz po prostu siedział, pił i opowiadał niezliczone historie o tym jak dziwni ludzie pojawiają się nad Odrą.
 - Uwierzyłem, że można spać kilka godzin, maksymalnie cztery, na niewygodnym materacu w dusznym namiocie, myć się w zimnej wodzie z kranu, albo mineralnej z pięciolitrowego baniaka. A ostatecznie poczekać na deszcz lub wóz strażacki. Jedynym problemem sanitarnym były toalety, których zapach mógłby zabić.
 - Uwierzyłem, ale nie w katolickiego boga i jego kościół, ale w to, że wśród tych wszystkich katoli, demagogów i fanatyków, można poznać księdza, który stojąc w kolejce do prysznica opowiada ci o tym jak ewangelizował ludzi na festiwalu Sunrise (impreza techno gdzieś nad morzem), albo niesamowitą dziewczynę, która zaprosiła do swego serca Jezusa i szuka teraz męża by z nim być szczęśliwa. Z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało i nikt mnie w taki sposób nie odmienił. Nie nawróciłem się, ale z jakiegoś powodu z każdym kolejnym dniem festiwalu piłem co raz mniej, aż byłem trzeźwy.
 - Gdzieś tam w całym tym zamieszaniu kilka razy wpadłem na Kazikową, a nawet wracaliśmy razem jednym pociągiem, choć w takim ścisku, że wolałem wysiąść stacje wcześniej i skorzystać z darmowej podwózki samochodem prosto do domu, na pyszny obiad.

Na bank o czymś zapomniałem, tak jak zapomniałem zabrać tuzina różnych rzeczy. Ci, którzy wciąż nie odwiedzili tego miejsca powinni to zrobić w przyszłym roku. Koniecznie.