" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2012

Spadł wielki deszcz i zalał mój namiot...

Mrągowo. Brama do Krainy Wielkich Jezior. Dumnie to brzmi, ale wystarczyła nam doba by przekonać się, że zatrzymywanie się tam na dłużej jest bezsensowną stratą czasu, sił i środków finansowych.

W Mrągowie jest tylko jedno pole namiotowe. Przy plaży miejskiej i ruchliwej szosie. Za dwie osoby i namiot zapłaciliśmy 35 złotych (choć cennik nic nie wspominał o takich kosztach). Trzydzieści pięć złotych za dobę. Nie mieliśmy innego wyboru, zbliżała się burza i trzeba było się gdzieś ukryć.

Teraz troszkę fotek:


Tu uzupełniamy zapasy.


Przed burzą było bardzo ładnie.


Po burzy było bardzo mokro. Mój namiot nie przetrwał tej próby.


A po burzy słoneczko szybko, choć majestatycznie, schowało się za drzewami i spaliśmy wilgotni.

sobota, 24 marca 2012

Z fototeki

Jest wiosna! Nikomu nie chce się pisać, wszyscy wolą patrzeć jak życie znów rozkwita. Choć ja bardziej preferuję nałogowe wąchanie każdego listka i napawanie się powracającym zdrowiem.

 Wiosna zawitała w Toruniu

PrzebiŚmiałki Gdańskie

 Pierwszy motyl tej wiosny, uwieczniony jeszcze zimą

Otwieram piwo ze swoją dziewczyną 

Rzeczywistość zaczyna się zakrzywiać 

Mina like a boss.

Daj się zaskoczyć we wnętrzu "Sołdka"

Toruń jeszcze w lutym

Dom z "krzywym płotem" i "deszczem na poddaszu"

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Spacer na drugą stronę

Piątek, 6 stycznia 2012 roku
Rad kilka dla walczących z PKP

ulica Pomorska na wysokości pl. Kościuszki

Ulice o siódmej rano są wyjątkowo puste i mokre. W nocy padał deszcz, a z racji święta trzech króli, wszyscy, włącznie ze sklepikarzami, mają dziś wolne.
Pierwsza zasada podróżnika - Nie panikuj! Trzymam się jej odkąd pamiętam i dzięki temu od dawna nie miałem kłopotów z przemieszczaniem się w obrębie kraju, który uchodzi za jedno z bardziej absurdalnych miejsc na świecie. Dlatego pogodą się nie przejmuje, zawsze może się odmienić, a handel ruszy przecież następnego dnia. Odpowiednie podejście to połowa sukcesu w walce z trudnościami na szlakach, nawet tych betonowych.
Dziś postanowiłem wybrać się do Gdańska, gdzie mieszka moja ukochana, jednak zanosiło się na to, że nie wszystko pójdzie po mojej myśli.

Baton, jego niewyraźna koleżanka i Włudar opłakują nasz marny los.

Cóż, niespodziewane opóźnienie pociągu każdego może wyprowadzić z równowagi lub chociaż zmartwić. Najpierw 60, później 90, a na końcu 120 minut spóźnienia stawiało pod znakiem zapytania dalszą podróż.
Pytanie: Co zrobić, gdy nie wiemy co robić? Wiemy już, że nie należy panikować, użalanie się nad swoim losem też niewiele da. Idziemy pytać. Pytamy podróżnych, czy może coś wiedzą, ale najprościej i najszybciej zrobić to tak jak ja to zrobiłem. Szybkim krokiem dotarłem do hali z kasami, gdzie znajduje się również okienko informacji. Tam dostałem wiadomość, iż skład, którym miałem dotrzeć nad morze, wdał się w incydent drogowy, a dokładniej, rozsmarował jakiś samochód na torach. Można oczywiście dopytać pani w okienku o więcej szczegółów ale mi to wystarczyło. Szybkim rzutem oka ogarnąłem tablicę odjazdów. Zazwyczaj spóźnienia pociągów są ze sobą powiązane, a prócz mojego, problemy na trasie miał też skład jadący z Inowrocławia. Upewniłem się jeszcze na rozkładzie i byłem  już pewien, że jedynym rozwiązaniem będzie czekanie na kolejny pociąg. Mój bilet ma 24 godziny ważności, więc teoretycznie nie musiałem się martwić o ewentualny zakup nowego biletu co nierozsądnie robiła jakaś dziewczyna obok mnie.

Oczekując na pociąg można skosztować wybornej herbaty z automatu.

Śniadanie złożone z wafelka typu Grzesiek oraz plastikowego kubeczka wypełnionego czymś o smaku i temperaturze gorącej herbaty. Jeśli ktoś lubi, może ponarzekać na kolej razem z innymi pasażerami, czasem dobrze jest pogadać z weteranami podróżowania, którzy włóczą się po dworcu, innym razem dobrze jest podsłuchiwać czyjeś dyskusje bo niekiedy dzięki nim, można się dowiedzieć, że nasz bilet zostanie uznany także w niesamowicie drogim i komfortowym ekspresie Neptun.

Z piorunującą prędkością zbliżamy się do Gdańska!

Podróż trwała trochę ponad półtorej godziny, więc byłem na miejscu tylko godzinę i czterdzieści minut później niż planowałem. Komfort w jakim podróżowałem jest nie do opisania - dywaniki na podłodze, miękkie siedzenia i gniazdko 230V dla każdego z pasażerów. I to wszystko w przedziale drugiej klasy, do pierwszej niestety się nie wybrałem. Teraz żałuje.

Warto się wdrapać... Uwierzcie mi

No i jeszcze tak drogą ciekawostki - Co warto zobaczyć? Otóż Gdańsk najlepiej ogląda się z dużej wysokości, gdyż jest wielkim miastem, dlatego polecam wspiąć się na tak zwany fort Napoleona. Znajduje się on na wzgórzu, które dominuje nad budynkiem dworca PKS, a na szczycie posiada wielki krzyż, trudno je przeoczyć.

I jeszcze kilka fotek.

Sklepy w przejściu pod dworcem

 Żelazna mapa Gdańska, obok, niewidoczne, atrybuty związane z Napoleonem

Rąbnięty pisarzyna

Coś dla miłośników historii na koniec. W środku mieści się kuźnia artystyczna, gdzie można było podejrzeć pracę kowala.

To wszystko. Najszczersze podziękowania dla mojej ukochanej Justynki za nocleg, wspaniałe, boskie i niezrównane, jadło beztłuszczowe oraz za siłę do ciągania mnie po takich atrakcjach.

cdn

niedziela, 8 stycznia 2012

Noworocznie

Dzień dobry. Witam w nowym roku.

Ktoś może nazwałby to twórczym dołkiem albo brakiem weny, a ja po prostu jestem zbyt zajęty cieszeniem się życiem by usiąść i zapisać coś dłuższego niż lista zakupów.
Nie mam pesymistycznych wizji końca świata. Według najpopularniejszej teorii, pozostało nam mniej niż rok czasu by móc cieszyć się swobodnym życiem.
Ostatnie dni starego roku i kilka pierwszych nowego, były prawdopodobnie najlepszym okresem mojego życia, ze wzlotami i upadkami oczywiście, ale jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze, przesyca mnie energia... Niespotykana przeze mnie do tej pory.

Mniejsza o to. Nie ma potrzeby rozpływać się w szczęściu na łamach bloga bo nie służy on do tego.

Znam tylu ludzi, którzy mówili mi, że uwielbiają podróżować, ale jakoś nikt, nigdy nie rozwinął tych myśli szerzej.
Doskonale czuje się w nowym otoczeniu, szybko się w nim odnajduje i organizuje. Kocham się pakować, układać sobie w głowie listę najpotrzebniejszych rzeczy i kocham zawodzić się na sobie samym, bo zapomnę czegoś niezbędnego. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, przychodzi mi to z łatwością. Czasem wydaje się, że mam w głowie zmysł, który podpowiada mi z kim mógłbym porozmawiać i kto ma ochotę mi pomóc.
Czy to sprzedawca w sklepie, czy starsza pani w pociągu, której pomogłem wysiąść albo elektryk, który służył w Marynarce Wojennej i opowiedział mi w ciągu trzygodzinnej podróży znaczący fragment swojego życia, każda z tych osób była dla mnie ciekawą znajomością, dodającą do mojego życia pewną dozę świeżości.

W szósty dzień nowego roku, święto trójki królów, postanowiłem odwiedzić moją ukochaną przebywającą w Gdańsku. Nie wiedziałem, że tego dnia w mojej głowie narodzi się pomysł by swe dziwaczne, lecz cenne doświadczenia przekuć w coś, co byłoby swego rodzaju przewodnikiem lub poradnikiem dla podróżnych zamierzających zmierzyć się z PKP. Myśl takowa pojawiła się chwilę po przebudzeniu i ku mojemu początkowo bolesnemu, zdziwieniu, życie postanowiło wesprzeć mnie swą nieprzewidywalnością. Pierwszy raz w historii przyszło mi: czekać na pociąg, którego opóźnienie sięgnęło 90 minut, chodzić po dworcu w poszukiwaniu informacji na temat tego co teraz powinienem zrobić, a gdy opóźnienie dobiło do 120 minut, zebrałem niesamowicie cenne wskazówki dla każdego podróżnego o tym jak należy radzić sobie w tego typu sytuacjach.

Więcej o tym w następnym poście.

Tak sobie myślę...
W dzisiejszym świecie, który dosłownie przesiąkł wszelką informacją, wartościową jak i nie, niezwykle trudno wyłowić jakąś sensowną wiedzę z tego głębokiego morza możliwości. Jeden rzut oka na kilka poradników w empiku. Niektóre posiadają ciekawą szatę graficzna, bogato ilustrowane przepisy kulinarne czy plany diet proponowane przez osoby, które nie wiadomo kto namaścił prawem do mówienia nam co możemy jeść, a co nie, przyciągnęły moją uwagę od razu, ale sam nie wiem czemu, przecież nie umiem gotować.
Nie wiem kiedy do chęci podzielenia się z kimś swoją wiedzą i przemyśleniami, zakradła się myśl, czy może lepiej to ujmując, idea, by spróbować jeszcze na tym coś zarobić. Brakuje mi współczesnego Sokratesa, takiego mesjasza nauki, który przyszedłby do ludzi by otworzyć im na nowo umysły. Choć pewnie po jakimś czasie skończyłby na elektrycznym krześle. It's a very, very mad world...

Właściwie dlaczego by nie napisać książki i wydać ją w formie elektronicznej? Niech śmiga po sieci za darmo i niech każdy powiela ja dowolną ilość razy?

Ale niektórym ludziom brakowałoby papieru i rytuału związanego z czytaniem. Albo nie mieliby czym się pochwalić przed innymi ludźmi, a tak, gdy pisarze wydają swoje dzieła w ładnych, sztywnych oprawach, mogą być piękną ozdobą starej ściany w naszym domu, co do której nie mieliśmy pomysłu.
Ja nie lubię czytać, choć robię to ostatnio coraz częściej. Mam świadomość, że tego jest za dużo, że książek jest taki ogrom, iż ogarnięcie wszystkich, ciekawych tytułów to kompletna strata czasu. Przynajmniej dla pisarza.
Pisarz ma po pierwsze pisać - to jest jego ćwiczeniem, lektura rozwija wyobraźnie, oczywiście, tyle, że pisarz z założenia, gdy postanawia podjąć się próby sformułowania swoich myśli w ciekawe słowa, używa już nad wyraz rozbudowanej imaginacji. Oczywiście, można ją pogłębiać, ale to nie o to chodzi. Dla mnie ważnych jest kilka książek, czytam kolejne, polecane mi przez innych, wcześniej dokładnie zapoznając się z autorem i jego innymi dziełami, choćby powierzchownie. Dlaczego? Bo na tym ciekawym etapie, który niedawno osiągnąłem, potrafię już w jakiś ciekawy, z grubsza intrygujący sposób ująć szereg swych własnych rozważań, a ponieważ nie oglądam już telewizji, postanowiłem zająć się książkową rozrywką.