" – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe..."



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2015

Piątek bez korekty #2

No siema, siema. Wróciłem, jak widać. Strona nadal wygląda jak gówno, ja nadal nie mam mnóstwa czytelników i milionów na koncie, ale za to mam chwilę by napisać kilka słów komentarza. Zróbmy więc Piątek bez korekty numer DWA. W środę wieczorem...

poniedziałek, 14 października 2013

Słychać mnie tam z tyłu?

W sobotę, 12 października, kolejny raz wyszedłem przed szereg, by poczytać swoje wiersze i opowiedzieć o sobie. Okazją do zaprezentowania się, była dwunasta edycja Pecha Kucha Night.

czwartek, 10 października 2013

Komentarz do rzeczywistości #1

W ciągu kilku ostatnich dni wydarzyło się bardzo wiele ciekawych rzeczy. Oto kilka przykładów, na które zwróciłem uwagę, przeglądając najpopularniejsze portale informacyjne. 

niedziela, 6 października 2013

tl;dr

Za każdym razem, gdy wrzucam jakiś większy tekst  do sieci, spotykam się ze specyficzną reakcją czytelników. 
Niech ten kot posłuży za przykład.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Czyn bezmyślny

Informacja o zdarzeniu na WP. Dumny przegrany oraz jego konto na wykop.pl.

Najwyraźniej nie trzeba się wybitnie wysilać by zdobyć sobie sławę. W tym kraju wystarczy być "dobrze ukierunkowanym debilem" i rzucić się z pięściami na szanowanego dziennikarza. Oczywiście, jest to strzał w stopę, nie tylko dla człowieka, który się tego dopuścił, ale dla całego środowiska, którego poglądy reprezentuje. Wkrótce jego gwiazda zgaśnie, a media przyczepią mu łatkę fanatyka, tak jak temu doktorkowi, który planował zamach, albo obrócą to zdarzenie w żart, tak jak było z pytaniem "Panie premierze, jak żyć?".

Nie chce mi się roztrząsać powodów dla których ten młody człowiek rodem z Białegostoku dopuścił się takiego występku. Miecugow już zapowiedział, że nie odpuści i złoży zawiadomienie. Nie dziwię mu się, bo jest to człowiek inteligentny, światły, a jego program "inny punkt widzenia" ogląda się z wielką przyjemnością. Więc jeśli przychodzi mu mierzyć się z przeciwnikiem tej kategorii, to nie będzie się wahał, szczególnie, że prawo stoi za nim murem, a pod panem Oskarem W. aka Axelio zapada się grunt.

A mógł poprzestać na tych niewygodnych pytaniach, na skandowaniu "TVN kłamie", mógł pomyśleć, że w tym kraju prędzej zrobią z niego prawicowego fanatyka, niż męczennika za narodową sprawę. Być może o czymś nie wiem, może chłopak ma jakieś ciche poparcie pewnych grup politycznych, które potrzebowały radykała zdolnego posunąć się nieco dalej niż wyzwiska. Kto wie?

Wiem jedynie, że nie był to czyn chwalebny, gdyż takich nie podejmuje się bezmyślnie.

EDIT: Wywiad z tym człowiekiem.

***

Nie pojechałem w tym roku na Przystanek Woodstock. Razem z Ju. woleliśmy spędzić ten czas w Olsztynie i nad jeziorami Warmii. Dlaczego? Cóż, po pierwsze nie chciało nam się ruszać i męczyć tych kilka-kilkanaście godzin w pociągu, ponadto nie ciekawiły nas zespoły, które wystąpiły na dużej scenie (3 sierpnia w Olsztynie zagrał Abradab, Lao Che i Łąki Łan). No i mieliśmy pewną obawę, która poniekąd się ziściła, że coraz więcej dziwnych ludzi ściąga do Kostrzyna nad Odrą. Coraz mniej tam rozgarniętych umysłów, a coraz więcej ludzi robiących pewne rzeczy na pokaz, albo zachowujących się bezmyślnie, ze szkodą dla wszystkich wokół.
Nie mówię, że "impreza Owsiaka" jest zła. To po prostu ja już tam jakoś nie pasuję, może klimat zrobił się dla mnie niezdrowy po zeszłorocznych "przejściach". Może odrzucają mnie ludzie, którzy nie potrafią bawić się po ludzku, nadużywają alkoholu i zakłócają innym spokój? 
Nie jest też do końca tak, że nie chcę już tam wrócić, bo to przecież magiczne miejsce, ale z roku na rok coraz trudniej będzie zdobyć choćby chwile by polenić się pod namiotem gdzież na woodstockowym polu.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Jesteśmy jednym westchnieniem

z internetu

Widzimy to coraz wyraźniej. Co chwilę ktoś podnosi głos, wołając, że sprawy idą źle i potrzeba zmian. Wielu z nas doskonale zdaje sobie sprawę z kłamliwości mediów i niekompetencji rządzących, świetnie odnajdujemy źródło zła w niekończącym się wyścigu po dobra materialne, w zachłanności, gubiącej kolejne pokolenia.

Spostrzegamy, że sztuka, która jest przecież wyrazem naszych emocji, która, poprzez swoje istnienie, próbuje dać nam odpowiedź na pytanie "po co żyjemy?", z dnia na dzień, traci swoją wartość. Teraz tworzy się bardzo wiele rzeczy. Jeszcze nigdy w historii świata nie było tak wielu towarów, idei, produktów kultury i najzwyklejszych informacji. Ta mnogość, ten nieskończony ocean, ma tylko jedno zadanie - pochłonąć nas w całości i pozbawić możliwości wyboru.

Raz na jakiś czas dobrze jest przestać liczyć pieniądze. Nasz umysł potrzebuje wytchnienia, dlatego czasem warto popaść w bezmyślność, szczególnie, gdy na każdym kroku wymaga się od nas stuprocentowej wydajności i ciągłego podejmowania decyzji. W ten sposób wkraczamy na prostą drogę do szaleństwa, a nasze ciało tonie w bezdennym stresie. Szybko się nużymy, nie potrafimy koncentrować się na jakiejś treści dłużej niż kilka sekund, gdyż tuż obok niej znajdują się kolejne i kolejne i kolejne.
Dziś próba zdobycia konkretnej informacji, przypomina chęć wyłowienia pojedynczej kropli z wiślanego nurtu. Ale jaka to cudowna przyjemność, pływać w takiej rzece, która trzyma nas w strefie komfortu psychicznego.
Kiedyś totalitaryzmy utrzymywały posłuszeństwo wśród swych obywateli za pomocą aparatu terroru. Dziś wystarczy utrzymać zwykłego Kowalskiego w strefie komfortu, pozwolić mu na realizację drobnych marzeń, na średniej jakości telewizor i dziesięcioletnie auto z Niemiec. Dzięki temu będzie wydawał swoje oszczędności, oglądał "Wiadomości", w których przekona się o tym jak niebezpieczne są krajowe drogi i zobaczy jak źli ludzie są sądzeni za zabójstwo swojej córki. Nie trzeba już zastraszyć człowieka, by go zniewolić. Świat poszedł do przodu, teraz jest to znacznie prostsze. 

Za każdym razem, gdy zaczynam coś pisać, staję przed nowym wyzwaniem. Nie ma zasad, muszę je stworzyć. Mogę sięgnąć po utarte schematy, po to co wypróbowane, ale... to nie jest konieczne. Nie muszę nawet używać poprawnych form gramatycznych, konkretnego języka czy alfabetu. Proces twórczy może być budowaniem z gotowych elementów, podobnym do składania klocków Lego, ale wtedy wydaje mi się on płytki i niepełny. Znacznie bardziej wartościowym tworem, jest dzieło, które powstało od początku do końca tylko w jednym celu. To właśnie taka sztuka czyni z Ziemi "coś więcej", a w nas samych sieje nowe, niespotykane dotąd, wartości.

A teraz śmiało, wróćcie do pogoni za lepszym jutrem.

z internetu

wtorek, 26 marca 2013

Penisologia

Ostatnio w naszym kraju niepokojąco wiele zjawisk oscyluje wokół męskiego przyrodzenia. Najgłośniej ten temat poruszyła dyrektorka T8D, zapewne zaniepokojona decyzją konklawe o wyborze argentyńskiego kardynała na papieża, nazywając go "zwykłym chujem". Widocznie oczekiwała, że na balkonie pojawi się kobieta.
Nie będę wdawał się w szczegóły tej wypowiedzi. Nie zamierzam też rozwodzić się wokół "listy chujów" ukutej przez Ziemkiewicza 1,  bo generalnie całe to zamieszanie, jest wodą na młyn, a media doskonale zdają sobie z tego sprawę i sztucznie rozdmuchują problem.

Mnie intryguje coś innego. Od kiedy staliśmy się takim wulgarnym narodem, że nie potrafimy już wypowiedzieć się publicznie w kulturalny sposób?
Nie mam tutaj na myśli ludzi o znikomej przepustowości umysłowej, którzy nie uznają tradycyjnych przecinków i zmuszają nas do wyłapywania sensu wypowiedzi spomiędzy kurw, chujów i pierdolców. Raczej chodzi mi o ludzi, uznających się za elity społeczne, za kogoś wyżej sytuowanego ze względu na wiedzę, którą przecież z ogromnym wysiłkiem gromadzili przez te wszystkie lata swojej bogatej działalności artystycznej czy naukowej.

Polityka jest brudna, pełna zawiści, zazdrości i matactw, przez co dla ludzi obserwujących ją z boku jest wybitnie odrzucająca, a dla aktywnie w niej uczestniczących, nadzwyczajnie odurzająca. Ale przecież nie tylko tam padają ostre słowa.

Przeglądając internet natknąłem się na tekst, który ktoś nazwał wierszem i zatytułował "chujem piszę wiersze" 2. Pomijam wszelkie walory artystyczne tego tekstu, bo się na nich nie znam (dość powiedzieć, że mnie nie urzekł). W komentarzach pod tekstem przeczytałem kilka zdań, tak pobieżnie by nie tracić czasu i doszedłem do wniosku, że albo poziom dyskusji literackich drastycznie spada, albo przespałem jakąś epokę i do głosu dochodzą obecni uczniowie gimnazjów, ze swoim unikalnym slangiem i mnogością zróżnicowanego słownictwa.

Rozumiem, gdy wulgaryzmy służą dosadnemu podkreśleniu wagi jakiegoś problemu lub gdy osoba, która ich używa, robi to z całą stanowczością i świadomością, że wstępuję na niepewny grunt.
Tak było w wypadku Władysława Frasyniuka, który już dwukrotnie zasłynął tym, że posłużył się w telewizji wulgarnymi zwrotami 3 i 4.
Jeśli już przeklinać to umiejętnie i z sensem, a nie  jak szczeniaki z pod bloku.


by Kazikova



Do tego wszystkiego dochodzi zjawisko, przez które obawiam się myśleć krytycznie o homoseksualistach. Bardzo wiele znanych osób eksperymentowało seksualnie z obojgiem płci, spora część z nich jest zadeklarowanymi homoseksualistami. Widząc SOKO całującą się ze swoją partnerką, nie mam złych myśli, nie wpieniam się, nie przeraża mnie to, jest mi to obojętne, a nawet cieszą się moje oczy, mogące obserwować tak wspaniałą miłość 5.

Jednak moja postawa jest zła, bo uważam, że lada moment zostaniemy przytłoczeni przez falę gejowskiej propagandy, która wpoi w nas właściwe postępowanie. Prawdopodobnie reprezentuję zdanie większości polaków, że homoseksualiści mają prawo być z kim chcą i samodzielnie decydować o swojej orientacji. Przeraża mnie jednak to w jakim stopniu cała przestrzeń publiczna jest stopniowo pochłaniana przez ich propagandę. Nie musicie mnie utwierdzać, ja wiem, że jesteście spoko, że niczym się ode mnie nie różnicie. Nie musicie na mnie krzyczeć z plakatów, czy maszerować pod moim domem, bo ja jestem z wami, macie prawo kochać tak jak chcecie. Ale nie uważam, że wasze "problemy" są tak wielkie, że muszą mieć specjalne miejsce w sferze publicznej dyskusji i że należy się nad nimi rozwodzić przez kilka wieczorów na antenie największych stacji.

Świat się zmienia. Ludzie argumentują mi, że przecież kiedyś leworęcznych uważano za wynaturzenie. Wtedy odpowiadam, że mi jest obojętne czy ktoś jest prawo czy lewo ręczny, już nawet na to nie zwracam uwagi, lecz jeśli w dłoni dzierży broń i w jakiś sposób mnie szantażuje, zaczynam się bać. Wydaje mi się (nie mam pewności co do tego), że leworęczni nie domagali się głośno praw, nie protestowali, domagając się równego traktowania. Po prostu w którymś momencie nauka powiedziała, że jest to całkowicie naturalne i w żaden negatywny sposób nie wpływa na czyjś rozwój. Co do homoseksualizmu zdania nadal są podzielone.
Istnieje pojęcie homofobii, czyli strachu przed osobami homoseksualnymi. Ja stworzyłbym pojęcie lęku przed oskarżeniem o homofobię. Poza tym mam obawy, że któregoś dnia obudzę się i nie będę wiedział, czy nadal lubię kobiety, czy może jednak chłopców.


Nie wiem czy komuś czegoś brak, że w mediach dudni się ciągle o penisach, że na murach ludzie malują ten prosty znak. Może nasze społeczeństwo ubożeje intelektualnie, skoro potrafimy się porozumiewać jedynie za pomocą rynsztokowego dialektu. Nie jestem zwolennikiem gładkiego języka, cenię dobitne, proste słowa, które mogą wyrządzić tyle dobrego, co i szkód. Zupełnie jak skalpel, jeśli trzyma go chirurg, może zdziałać cuda, jeśli bawi się nim ktoś nieodpowiedzialny, módlmy się. Jednak jak długo można mówić do kogoś w taki sposób?

Czyżbyśmy żyli w kraju frustratów?




wtorek, 29 maja 2012

Wrzuć monetę/Euro - sreuro

Lubię zaczynać od porażki. Mam to od małego. Pierwszego dnia szkoły zraziłem do siebie wszystkich kolegów. Pierwszego dnia pierwszego związku pokłóciłem się z moją pierwszą dziewczyną. O pierwszym razie nie będę wspominał, ale domyślacie się...
Teraz padło na konkurs poetycki. Cóż, nigdzie nie ma tam mojego nazwiska, co dość jednoznacznie rozumiem i dodaje do grupy przegranych debiutów.

Ale w sumie nie przejąłem się tym bo jakoś to wszystko mnie zwyczajnie wali. Nie boję się łez czy złości, tylko chyba brakuje mi siły by w jakikolwiek sposób reagować. Zwyczajnie mnie to wali, jak już mówiłem.

*-*-*

Ukraińcy mają lepszy hymn, tam się jakoś dogadali i nawet klip jest taki w klimacie piłkarski, to się czuje. A u nas? Adamiakowa kopie biedronkę, która w magiczny sposób omija bramkarza, Smuda wydziera się na aktorów w reklamie, zamiast w ciszy kompletować skład, a ja zastanawiam się czy oglądać mecze czy nie.
Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że autostrady są naprawdę do dupy, a żeby obejrzeć jakieś spotkanie w barze, będę się musiał sporo natrudzić, gdyż każde miejsce chcące transmitować mistrzostwa w Polsce będzie musiało zdobyć zgodę UEFA  i kupić licencje.

Dalej, krótko o bezpieczeństwie:

Dworzec Centralny w Warszawie. Nigdy nie lubiłem tego miejsca.

"nie życzę sobie kurwa..." "a może jestem modelem i biorę za jedną fotkę dwa i pół tysiąca..."
Wielkie wyrazy szacunku dla autora tego filmu, że odważył się postawić. Ja pewnie bym uciekł. Podziwiam.

Do tego wszystkiego dochodzi film wyemitowany w BBC. "Stadiony nienawiści". No doprawdy, w Polsce na każdym meczu reprezentacji jest zadyma... Powiedzieli, co wiedzieli. Ale na szczęście znalazł się jakiś mądry i zaprosił wszystkich tych, którzy głoszą takie plotki, jakoby w naszym kraju, lub na Ukrainie, szerzyła się nietolerancja i ogólne bandziorstwo.
Oczywiście, wyżej pokazałem jawny jego przykład, który dzieje się w miejscu gdzie będą przebywać tłumy ludzi w czasie mistrzostw, ale nie zmienia to faktu, że nasz kraj to nie Meksyk, gdzie w niektórych miastach jawnie rządzi mafia.

Ogólnie rzecz ujmując. Dla mnie te mistrzostwa mogłyby się odbyć gdzie indziej. Dlaczego?

Robiliście kiedyś imprezę u siebie w domu? Wyobraźcie sobie, macie wolne mieszkanie na całą noc, zapraszacie, powiedzmy 20 znajomych, ale przychodzi jakiś  40, jest głośno, jest tłoczno, są papierosy, coś jest rozlane, coś stłuczone. Jednym słowem - rozpierdol. Polskę czeka miesiąc takiego zamieszania, na drogach, na kolei i w mediach, które, jak widać, o niczym innym nie trąbią.

Sam nie wiem po co marnuję siły na wypisywanie tych głupot. Mniejsza.

wtorek, 8 maja 2012

Wiejskie granie

Koko koko? Przepraszam, ja znam inną stronę polskiego folku...




I w ten oto sposób goreje we mnie wewnętrzny sprzeciw wobec popkultury (ponownie!). Nie mam nic do tej piosenki i kobiet, które ją wykonały bo każdy ma prawo do tworzenia tego co mu się żywnie podoba. Nie jest to utwór najwyższych lotów, ale to samo mogę powiedzieć o większości melomanów, którzy słuchają choćby radia, jadąc samochodem do pracy. Tu jest pies pogrzebany. To prości ludzie kształtują popkulturę i dla nich tworzy się prostą, ubogą muzykę. To im podoba się Rihanna albo Lady Gaga. Chociaż to już trochę minęło, teraz tłumy zabawia Portugalczyk ze swoją "poetycką" pieśnią. Ale mniejsza.
Irytuję mnie to wszystko, a szczególnie media, które to promują, kształtując nasze gusta w beznadziejny sposób.
Teraz ludzie, szczególnie w naszym kochanym kraju, będą myśleć, że w polskiej muzyce ludowej koko jest spoko i pieją kury. I nic więcej bo przecież nic o tym nie słychać. Pytanie, czy ktokolwiek chce usłyszeć coś innego niż gówno serwowane z radiostacji, dzień i noc.Albo klubowy łomot, którego wszelkie odmiany tak mocno spopularyzowały się w ostatnich latach.

Kiedyś naprawdę lubiłem ciężką, elektroniczną muzykę, która rozsadzała mnie od środka, teraz bywa z tym naprawdę różnie, często źle. Źle znoszę też metal, którego sztuczność rzuca mi się w oczy od dawna. No i w grę wchodzi jeszcze jedna rzecz, o czym tak naprawdę oni śpiewają?
Zresztą, gdy przyjrzeć się temu wszystkiemu bliżej, to wszędzie można znaleźć jakieś wady, a dobrej muzyki na pierwszy rzut oka nie widać. No właśnie, teraz to sobie uświadomiłem. Nie można rozglądać się za naprawdę urzekającymi melodiami i chwytliwymi tekstami. Wystarczy nastawić uszu.

Ta myśl sprawiła, że czuję się lepiej. Swoistym lekiem na całe zło stał się dla mnie Chopin.
Starzeję się. Niech to...

wtorek, 24 kwietnia 2012

Testy

Tego egzaminu nie można oblać. Nawet jeśli ktoś pomyli się we wszystkich pytaniach i tak zaliczy całość, jednak przy rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych będzie miał wynik - 0.
Ja swój egzamin miałem 5 lat temu. Szczerze? Myślę, że dziś poszłoby mi znacznie gorzej niż wtedy. Zmienił się program, zmieniła się moja wiedza. Wiele niepotrzebnych szczegółów, w dużej mierze z przedmiotów ścisłych, uleciało z mojej głowy i nawet za nimi nie tęsknie.

Z czasem można coś dostrzec. Iść na piwo i zobaczyć jak bardzo możemy być różni, jak wiele ścieżek jest do wyboru. Fizyka i Informatyka, Architektura, Skandynawistyka, Chemia, Archiwistyka, Grafika... To tylko przekrój naszej nielicznej, gdańskiej grupy, "miłujących świat inaczej", a jaka różnorodność.
Nikomu nie udało się zrobić z nas jednakowych, okrągłych głów, każdy pognał tam, gdzie pchnęły go marzenia. I bardzo dobrze.

To test, który rzeczywiście otwiera nam dalszą drogę i sprawdza naszą podatność na stres. Wielu ludzi opowiada jak bardzo stresowało się podczas pisania matury lub odpowiadania na ustnych egzaminach. Mnie nigdy to nie dotyczyło (pewnie przez moje podejście - co będzie to będzie). Miałem drugi wynik w klasie, mogłem iść do każdego liceum, więc wybrałem to najbliżej mnie. Dziś, gdy spoglądam na to co rozciąga się za moimi plecami, na przeszłość tak burzliwą i pofałdowaną, niekiedy urojonymi, problemami, cieszę się, że wybrałem właśnie taką drogę.

Oczywiście w mediach wielka sensacja, że dziś są te egzaminy (wiadomo, zbrojenia Korei są za mało sensacyjne), a popołudniu w internecie zaroi się od debilnych obrazków, które w najlepszy sposób ilustrują jego strukturę wiekową. Dobrze, że będę poza domem.
Ah i jeszcze zmartwieni rodzice, którzy z niepokojem będą oczekiwać wyników lub choćby relacji swoich pociech w stylu "I jak ci poszło?". Oczywiście będą wydzwaniać do nich już od 10 rano, a nawet jeszcze przed egzaminem by wypytać się o ich nastrój.
No dobra może przesadzam. Nie wiem jak to jest, moja mama nigdy nie była nadopiekuńcza, lecz stopniowo przekładała na moje barki odpowiedzialność za moje własne życie i decyzje w nim podjęte.
Dziwnie żyć bez rodziców, daleko od domu, wszystkie problemy rozwiązywać w pojedynkę, mierzyć się z nimi samemu.
Liceum to rzeczywiście najlepszy czas. Wymaga się od nas niewiele, a mamy tyle możliwości, ogrom swobody. Jedynie na studiach można poczuć się swobodniej, jednak wymagania często wzrastają wielokrotnie.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Mózgowa papka

Za oknem słonecznie, więc wyszedłem z laptopem na balkon i postanowiłem napisać parę słów na temat tego co myślę o całej tej medialnej bańce budowanej wokół pewnej kobiety, która upuściła swoją córkę.
Szczerze zastanawiam się nad tym dlaczego wciąż muszę o tym czytać na portalach informacyjnych, skoro matka jest taka niestabilna emocjonalnie. Nie ma tam nikogo, kto wykazałby się zdrowym rozsądkiem i zakazał rodzicom Magdy pokazywania się publicznie?
Mam swoją teorię (jak zawsze). Już nam nie wystarczają seriale. Pospólstwo nie ma o czym rozmawiać, a media są bezkarne, bo brakuje w kraju (jeśli nie na świecie) autorytetu, który jasno potępiłby ten proceder. Ta sprawa nie powinna być sprawą publiczną, pan Rutkowski powinien zdjąć swoje śmieszne okulary i wrócić do biura w piwnicy, jest detektywem, a nie rzecznikiem rodziny.

Wiem, że ogólnikowo i krótko, ale po prostu nie chcę dolewać oliwy do ognia. Dajmy tej sprawie spokój, po co odstawiać w telewizji dramaty? Czy właśnie tego oczekują widzowie? Tego pragną?
Czasem wolałbym mieć pewność, że na moje pytania nie poznam odpowiedzi.